Nie ulega wątpliwości, że sól - najczęściej stosowana przyprawa - jest niezbędna, zarówno dla smaku, jak i dla zdrowia. Od wieków wykorzystywano też jej właściwości konserwujące żywność. Wątpliwości budzi natomiast ilość, jaką zjadamy. Eksperci z WHO twierdzą, że nie powinniśmy spożywać dziennie więcej niż 5 g soli - tyle, ile mieści jedna płaska łyżeczka do herbaty. Amerykańscy specjaliści uważają nawet, że wystarczająca jest połowa tej dawki. Z badań ogłoszonych w raporcie SGGW wynika, że Polacy mają skłonności do przesalania potraw. Średnia krajowa to 7,63 g dziennie na osobę. Tak jest, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko tzw. sól dodaną, czyli ilość zużywaną przy gotowaniu, pieczeniu itd. Ale sól jest też hojnie dosypywana do różnych produktów kupowanych w sklepach: konserw, przetworów, serów, wędlin i chleba, dlatego niektórzy specjaliści uważają, że biorąc pod uwagę całkowite jej spożycie, jest to ok. 10 g na dobę.
Nie ulega wątpliwości, że nadmiar soli kuchennej w pożywieniu podnosi ciśnienie i jest szkodliwy dla nerek. Dlatego warto przeanalizować możliwości „zaoszczędzenia” soli dodawanej do potraw. Lekarze sugerują, by z naszych stołów zniknęły solniczki, po które zbyt łatwo sięgamy w trakcie posiłku. W ich miejsce można postawić przyprawy ziołowe. A jeżeli już solimy potrawę, to najlepiej solą morską lub nieoczyszczoną solą kamienną, które oprócz chlorku sodu zawierają również cenne mikroelementy, m.in. lit, selen, cynk czy jod. Osoby chorujące na nadciśnienie, nerki i inne schorzenia powinny te rady zastosować od zaraz.
Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
W 106. rocznicę urodzin Karola Wojtyły przypominamy wydarzenia, które ukształtowały jego drogę do kardynalskiej purpury i ostatecznie doprowadziły go na Stolicę Piotrową. Podczas Soboru Watykańskiego II młody biskup z Krakowa był dla wielu jedynie „jakimś Polakiem”, jednym z setek Ojców Soborowych. Zaledwie kilka lat później najwybitniejsi teologowie i hierarchowie Kościoła widzieli w nim już jedną z najbardziej fascynujących postaci katolicyzmu - przyszłego papieża Jana Pawła II.
Papieżem powinien być Wojtyła. Niestety, to niemożliwe. On jest bez szans - tak myślał jezuita Henri de Lubac, jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku, słuchając wystąpień bpa Karola Wojtyły podczas Soboru Watykańskiego II. Historia okazała się jednak przewrotna. To, co wydawało się niemożliwe, spełniło się po latach. Doświadczenia soborowe Karola Wojtyły nadały kształt pontyfikatowi Jana Pawła II.
„Należy pani do rodziny papieskiej” – powiedział mi kiedyś kard. Stanisław Dziwisz. Przyjęłam te słowa ze wzruszeniem, ale dopiero po latach zrozumiałam, jak wiele w nich było prawdy. Bo są takie rodziny, które najpierw poznaje się przez dokumenty, archiwa, świadectwa i żmudne badania, a potem odkrywa się, że weszły głęboko w serce. Tak właśnie było ze mną i z Wojtyłami.
Z Wojtyłami naprawdę związałam część życia. Najpierw była wieloletnia praca: biografia Emilii i Karola Wojtyłów, potem Edmunda, brata Papieża, godziny spędzone nad źródłami, rozmowy, porównywanie relacji, mozolne odtwarzanie losów ludzi, o których świat zwykle pamięta tylko dlatego, że wydali na świat świętego. Z czasem jednak przestała to być wyłącznie praca. Coraz mocniej czułam, że obcuję nie tylko z historią, ale z tajemnicą domu, z którego wyrósł człowiek zdolny poruszyć sumienie świata. Dlatego 18 maja nigdy nie jest dla mnie tylko rocznicą urodzin Jana Pawła II. Ten dzień zawsze prowadzi mnie do Wadowic. Do skromnego mieszkania. Do matki, która kochała małego Lolusia bez granic i powtarzała, że „to dziecko będzie kimś wielkim”. Do ojca, który więcej mówił klęcząc, niż inni potrafią powiedzieć słowami. Do starszego brata Edmunda, który poświęcił swe młode życie, gdy jako lekarz ofiarnie służył chorej (zaraził się od niej szkarlatyną). Im dłużej zajmuję się tą rodziną, tym mocniej widzę, że świętość Jana Pawła II nie zaczęła się ani w seminarium, ani na Stolicy Piotrowej. Zaczęła się w domu.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.