Końcówka lata. Czas, kiedy jeszcze możemy cieszyć się ładną pogodą. Zdarza się jednak, że nawet w najbardziej słoneczny dzień praktycznie nie wiadomo skąd nadciąga na pozór mała chmurka, z której potrafi spaść duży deszcz. Podobnie jest w życiu, gdy na przykład lekarz wykonując rutynowe badania, nagle wykrywa u nas jakąś poważną chorobę.
Reklama
W tym momencie przypomniało mi się pewne lato, kiedy, patrząc tak po ludzku, przez moje wtedy jeszcze bardzo młode życie przeszły prawdziwe huragany. Wszystko zaczęło się od tego, że na początku lata zachorował mój tata. Po szeregu szczegółowych badań lekarze stwierdzili u niego dyskopatię i zabronili wykonywania jakichkolwiek ciężkich prac. Na liście czynności zakazanych znalazło się wożenie mnie wózkiem. W praktyce oznaczało to zero spacerów, zero wyjść do kina, do kościoła, czyli egzystencja w czterech ścianach… A że natura obdarzyła mnie niezwykle żywym temperamentem, zaistniałą sytuację odebrałam jako zamach na swoją wolność. Jednak gdy nieco ochłonęłam, zaczęłam logicznie myśleć. Pierwszy pomysł, który pojawił się w mojej biednej głowie, brzmiał: wózek akumulatorowy. Czyli taki pojazd, który umożliwiłby mi samodzielne poruszanie się po mieście. A że działo się to ponad dwadzieścia lat temu, w czasach, kiedy wózki akumulatorowe kojarzyły się tylko z filmem „Przyjaciel wesołego diabła”, musiałam pokonać wiele przeciwności losu, zanim udało się zdobyć wymarzony pojazd. Jednak tamten, jakże trudny okres, otworzył mi drzwi do całkiem nowego życia. I chociaż to nowe stawiało i nadal stawia kolejne wezwania, to nie cofam się, gdyż wiem, że nawet po najstraszniejszej burzy zawsze wychodzi słońce.
Powiecie: wszystko ładnie, pięknie, gdy jest już po burzy. Jednak co robić, gdy właśnie życie nam wali się i to na całej linii? W takiej sytuacji znalazło się kilku Apostołów, którzy wraz z Chrystusem chcieli przeprawić się na drugą stronę jeziora. Wszystko było w porządku do momentu, gdy zerwał się wiatr, rozpętując straszną burzę. Na uwagę zasługuje zachowanie Apostołów wpadających w panikę i spokój Jezusa, który śpi. Potem zbudzony przez wystraszonych uczniów, wstaje i rozkazuje wiatrowi i wodzie, aby się uciszyły. Ważne także są słowa Pana, zarzucającego swoim towarzyszom strach i brak ufności w Jego moc (por. Mk 4, 35-41).
Wydaje mi się, że powyższe słowa stanowią bardzo cenną wskazówkę dla nas. Przyznam się, że gdy borykam się z jakimś problemem, to w pewnym momencie mówię sobie: „Anka, po co ty tak się martwisz, oddaj to wszystko Wszechmocnemu, niech On też się trochę pomartwi, przecież ma większą głowę od mojej, może więc coś wymyśli”. Wiele razy mogłam się przekonać, że rzeczywiście warto oddać ster swego życia Chrystusowi. W tej chwili przypomniała mi się sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy część społeczeństwa, nie rozumiejąc pewnych spraw, zaprotestowała przeciwko przeniesieniu naszego ośrodka w nowe miejsce. Tak się stało, że również stanęłam w obronie interesów tych, którzy sami nie są w stanie walczyć o swoje prawa. Pamiętam, że gdy wyczerpały się już wszelkie pomysły, pojechałam przed kustodię i w swoich myślach tak powiedziałam do Pana: „No, Panie Jezu, ja już swoje zrobiłam, teraz Twoja kolej, ujmij się za tymi, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, co się dzieje wokół nich”. Nie wiem, na ile moja modlitwa została wysłuchana, jednak faktem jest, że od nowego roku cieszymy się nowymi pomieszczeniami.
Reasumując, w życiu jak w pogodzie, bywa różnie... Ważne jest, aby nawet wśród najcięższych burz umieć podnieść oczy do Boga, prosząc Go o pomoc.
Czy śpiew podczas Eucharystii to jedynie dodatek, czy może jednak konkretna jego część? Jak z tym jest u was? Jesteście biernymi słuchaczami czy aktywnymi uczestnikami, a może chcielibyście śpiewać, ale nie możecie? A jeśli nie możecie, to dlaczego? Wydaje wam się, że nie umiecie czy nie możecie, bo trudno się dopasować do już śpiewających?
Kto jest patronem leśników? Pewien niemal jestem, że mało kto zna właściwą odpowiedź na to pytanie. Zapewne wymieniano by postaci św. Franciszka, św. Huberta. A tymczasem już od ponad pół wieku patronem tym jest św. Jan Gwalbert, o czym - przekonany jestem, nawet wielu leśników nie wie. Bo czy widział ktoś kiedyś w lesie, czy gdziekolwiek indziej jego figurkę, obraz itd.? Szczerze wątpię.
Urodził się w 995 r. (wg innej wersji w 1000 r.) w arystokratycznej rodzinie we Florencji. Podczas wojny między miastami został zabity jego brat Ugo. Zgodnie z panującym wówczas zwyczajem Jan winien pomścić śmierć brata. I rzeczywiście chwycił za miecz i tropił mordercę. Dopadł go przy gospodzie w Wielki Piątek. Ten jednak błagał go o przebaczenie, żałując swego czynu i zaklinając Jana, by go oszczędził. Rozłożył ręce jak Chrystus na krzyżu. Jan opuścił miecz i powiedział: „Idź w pokoju, gdzie chcesz; niech ci Bóg przebaczy i ja ci przebaczam” (według innej wersji wziął go nawet do swego domu w miejsce zabitego brata). Kiedy modlił się w pobliskim kościółku przemówił do niego Chrystus słowami: „Ponieważ przebaczyłeś swojemu wrogowi, pójdź za Mną”. Mimo protestów rodziny, zwłaszcza swojego ojca, wstąpił do klasztoru benedyktynów. Nie zagrzał tu jednak długo miejsca. Podjął walkę z symonią, co nie spodobało się jego przełożonym. Wystąpił z klasztoru i usunął się na ubocze. Osiadł w lasach w Vallombrosa (Vallis Umbrosae - Cienista Dolina) zbudował tam klasztor i założył zakon, którego członkowie są nazywani wallombrozjanami. Mnisi ci, wierni przesłaniu „ora et labora”, żyli bardzo skromnie, modląc się i sadząc las. Poznawali prawa rządzące życiem lasu, troszczyli się o drzewa, ptaki i zwierzęta leśne. Las dla św. Jana Gwalberta był przebogatą księgą, rozczytywał się w niej, w każdym drzewie, zwierzęciu, ptaku, roślinie widział ukrytą mądrość Boga Stwórcy i Jego dobroć. Jan Gwalbert zmarł 12 lipca 1073 r. w Passigniano pod Florencją. Kanonizowany został w 1193 r. przez papieża Celestyna III, a w 1951 r. ogłoszony przez papieża Piusa XII patronem ludzi lasu. Historia nadała mu także tytuł „bohater przebaczenia” ze względu na wielkie miłosierdzie, jakim się wykazał. Założony przez niego zakon istnieje do dzisiaj. Według jego zasad żyje około 100 zakonników w ośmiu klasztorach we Włoszech, Brazylii oraz Indiach.
Jana Paweł II przypominał postać Jana Gwalberta. W 1987 r. w Dolomitach odprawił Mszę św. dla leśników przed kościółkiem Matki Bożej Śnieżnej. Mówił wówczas: „Jan Gwalbert (...) wraz ze swymi współbraćmi poświęcił się w leśnym zaciszu Apeninów Toskańskich modlitwie i sadzeniu lasów. Oddając się tej pracy, uczniowie św. Jana Gwalberta poznawali prawa rządzące życiem i wzrostem lasu. W czasach, kiedy nie istniała jeszcze żadna norma dotycząca leśnictwa, zakonnicy z Vallombrosa, pracując cierpliwie i wytrwale, odnajdywali właściwe metody pomnażania leśnych bogactw”. Papież Polak wspominał św. Jana także w 1999 r. przy okazji obchodów 1000-lecia urodzin świętego. Mimo to jego postać zdaje się nie być powszechnie znana. Warto to zmienić.
Emerytowany profesor Uniwersytetu Przyrodniczego im. Augusta Cieszkowskiego w Poznaniu, leśnik i autor wspaniałych książek na temat kulturotwórczej roli lasu, Jerzy Wiśniewski, od wielu już lat apeluje i do leśników i do Episkopatu o godne uczczenie tego właściwego patrona ludzi lasu. Solidaryzując się z apelem zacnego profesora przytoczę jego słowa: „Warto by na rozstajach dróg, w rodzimych borach i lasach stawiano nie tylko kapliczki poświęcone patronowi myśliwych, ale także nieznanemu patronowi leśników. Będą to miejsca należnego kultu, a także podziękowania za pracę w lesie, który jest boskim dziełem stworzenia. A kiedy nadejdą ciemne chmury związane z pracą codzienną, reorganizacjami, bezrobociem, będzie można zawsze prosić o pomoc i wsparcie św. Jana Gwalberta, któremu losy leśników nie są obce”.
Pielgrzymi są świadectwem wiary, wyruszają na pątniczy szlak, by pokazać żywy Kościół, proszą w intencjach Ojczyzny, rodziny i pokoju na świecie.
Już we wtorek, 14 lipca, na Jasnej Górze rozpocznie się pierwszy wakacyjny szczyt pielgrzymkowy, związany ze wspomnieniem NMP z Góry Karmel. Rozpocznie go wejście Pieszej Pielgrzymki z Piotrkowa Trybunalskiego (14 VII). Dwie duże diecezjalne kompanie: przemyska i poznańska dotrą, w środę, 15 VII.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.