Reklama

W wolnej chwili

Kąśna Dolna, Ciężkowice

Tu odpoczywał

Niedziela małopolska 7/2016, str. 6

[ TEMATY ]

historia

zabytki

Małgorzata Cichoń

Była posiadłość Paderewskich w zimowej szacie

Była posiadłość Paderewskich w zimowej szacie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Że Ignacy Jan Paderewski (1860–1941) wielkim patriotą, pianistą światowej sławy i politykiem był – słyszałam już nie raz. Ale, że w Małopolsce miał swój dworek, w którym bywał przez 6 lat? Że tu chciał rozkręcać kurort? Że przyczynił się do poprawienia warunków socjalnych miejscowej ludności? Tego do niedawna nie wiedziałam. Dlatego bez wahania przyjęłam propozycję, by odwiedzić znajdującą się ok. 40 km od Tarnowa wioskę Kąśna Dolna.

Z chrześniakiem pod „Grunwald”

To miejsce wybrał pianista jako przestrzeń swojego odpoczynku, łączności z Ojczyzną. Dwór w Kąśnej Dolnej był polskim domem Paderewskiego w latach 1897–1903. Pierwszy raz przyjechał tu w listopadzie, później wracał głównie latem. Przyjmował gości, przygotowywał się do amerykańskiego tournée lub nabierał sił po koncertach, zwiedzał pieszo okolice, a nawet uczestniczył w dożynkach. Posiadłości nie udało się jednak utrzymać, kolejni zarządcy okazali się niegospodarni. A i pomysły światowego człowieka były zbyt śmiałe dla rajców pobliskich Ciężkowic – Paderewski sugerował, by wykorzystać miejscowy potencjał naturalnych źródeł leczniczych. Mieszkańcy obawiali się jednak najazdu turystów, ich nieobyczajnych zachowań.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

W styczniu 1903 r. kompozytor sprzedał majątek w Kąśnej rotmistrzowi Włodzimierzowi Kodrębskiemu. Zaprzyjaźnieni z tą rodziną Paderewscy odwiedzili ją jesienią w 1905 r., a niemal rok później zostali rodzicami chrzestnymi syna Kodrębskich. W lipcu 1910 r., po uroczystościach odsłonięcia Pomnika Grunwaldzkiego, wzniesionego na zlecenie Paderewskiego w Krakowie, muzyk i polityk odwiedził chrześniaka. Zabrał chłopca na samochodową przejażdżkę do Ciężkowic pod skałę „Grunwald”, gdzie odsłonięto tablicę upamiętniającą słynną bitwę z 1410 r. Była to ostatnia wizyta Paderewskiego w Kąśnej.

Miejsce pamięci i muzyki

Dworek przechodził różne koleje losu. Mieściła się w nim m.in. szkoła, nocowały kolonie. Dziś działa tu Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. W salach zgromadzono eksponaty, które udało się pozyskać na cele niewielkiego miejsca pamięci. W większości pochodzą z XIX wieku, co do nielicznych mamy pewność, że należały do pianisty. Odbywają się plenery, warsztaty, festiwale i koncerty. Sławy muzyki poważnej (i nie tylko) przyjeżdżają, by zagrać na fortepianie w przestrzeni, w której grywał wirtuoz, dzielący się talentem w Europie, obu Amerykach, a nawet w Afryce czy Australii. Jest gdzie nocować: na bazie dawnych czworaków dworskich zbudowano Dom Pracy Twórczej. Obiekty położone są w zabytkowym parku krajobrazowym.

Wizyty w miejscu poświęconym jednej osobie pozwalają dobrze zapoznać się z jej biografią, poznać fakty z życia publicznego, ale i prywatnego. Nie obiło mi się jak dotąd o uszy, że premier i minister spraw zagranicznych podnoszącej się po 123. latach niewoli Polski, miał niepełnosprawnego syna, którego mama zmarła krótko po urodzeniu dziecka. Ignacy Paderewski został wdowcem, mając 21 lat. Również życie uczuciowe pianisty było skomplikowane – zakochała się w nim... żona przyjaciela. Helena Górska po procesie wykazującym nieważność małżeństwa z Górskim, w 1899 r. zawarła związek sakramentalny z owdowiałym muzykiem. Pomagała mu też opiekować się cierpiącym na chorobę Heinego-Medina synem, który dożył 21 lat. Oboje towarzyszyli Paderewskiemu podczas odpoczynku w Kąśnej. Na stałe mieszkali razem w Szwajcarii, a później w Stanach Zjednoczonych.

* * *

Z Kąśnej Dolnej warto wybrać się piechotą do Ciężkowic, do rezerwatu Skamieniałe Miasto, największego skupiska skałek na Pogórzu Karpackim. Z jednej z nich rozpościera się widok na miasto, nad którym góruje pokaźny kościół pw. Pana Jezusa Miłosiernego i św. Andrzeja Apostoła. Został wybrany na jedną ze świątyń jubileuszowych Roku Miłosierdzia w diecezji tarnowskiej. Przyjemne wrażenie robi też ciężkowicki rynek, otoczony zabytkowymi domami z XVIII i XIX wieku. Posiedziałoby się tu dłużej, pora jednak ruszać w stronę Tarnowa...

2016-02-11 10:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

A zwycięstwo w tym dniu było nam pisane…

Sierpień tego roku nie należał do upalnych. Przez wiele dni padały deszcze, a noce były chłodne i wilgotne. Dwa dni przed bitwą deszcz ani na chwilę nie przestawał padać, nie dając odpocząć ludziom i zwierzętom. Tymczasem 31 sierpnia 1920 r. nad Zamojszczyzną wstał przepiękny, prawdziwie letni poranek. Słońce, jakby w zadośćuczynieniu za dotychczasową swoją nieobecność, radośnie świeciło na niemal bezchmurnym niebie. Wszyscy zgodnie uznali to za dobry znak… Kilka dni wcześniej w stronę Lublina i Warszawy ruszyła na pomoc oddziałom sowieckim pod dowództwem marszałka Tuchaczewskiego doborowa 1 Armia Konna dowodzona przez Siemiona Budionnego, który wcześniej z marszu planował zdobyć Zamość. Podobnie jak wieki wcześniej Chmielnicki i Szwedzi, na zamiarze sowieckiego marszałka się skończyło. Miasto dało mu silny opór, a wojska polskie odparły na przedpolu Zamościa atak czerwonej konnicy. Na następny dzień Polacy zaplanowali decydujący atak, który miał zmusić wielokrotnie liczniejszą Konarmię do odwrotu. Tak wspaniałego zwycięstwa nikt się jednak z pewnością nie spodziewał. Na rozległych, pofałdowanych polach pod niewielką miejscowością Komarów rozegrała się całodniowa bitwa, która na wieki utrwaliła sławę polskiego oręża. Rozpoczęła się ona wczesnym rankiem, gdy 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich uderzył na bolszewików. W jednej chwili rozpętało się piekło, które trwało do późnych godzin wieczornych. Szarża ruszała za szarżą, walczono wręcz w bezpośrednich starciach. Wszędzie słychać było szczęk szabel, rżenie koni i okrzyki jeźdźców. Około godz. 10.00 uderzył 9 Pułk Ułanów. Jego dowódca mjr Stefan Dembiński pisał we wspomnieniach, że otrzymał zadanie przejścia do natarcia przy wsparciu artylerii osłanianej przez ułanów 8 Pułku im. Księcia Józefa Poniatowskiego. Szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę polską. „Zawahały się szeregi bolszewickie, zamarł krzyk przeraźliwy, który przechodził już w nutę zwycięstwa. A kiedy oba szwadrony, nie zważając na przewagę liczebną rozsypanych na polu nieprzyjaciół, wbijają się między nich klinem - zawracają bolszewicy w pośpiesznej ucieczce ku Cześnikom. Mimo zmęczenia poprzednich dni pędzą za nimi nasi ułani. Już dopadają pojedynczych grupek nieprzyjaciół, sieką, biją, rąbią. Konie choć upadają na mokrej zaoranej ziemi, dobywają wszystkich sił, aby jeźdźcom swoim dać możność doścignięcia wroga. Zda się pościg zmieni się w klęskę zupełną bolszewików. Coraz bezładniejsze wielkie ich kupy uchodzą przed rozhukanym, choć słabszym liczebnie przeciwnikiem”. Należy przy tym wspomnieć, że siły polskie liczyły ok. 1,5 tys. żołnierzy, gdy całość sił wroga przewyższała 17,5 tys. Poranna faza bitwy zakończyła się przed południem. Żołnierze mieli chwilę oddechu, można było odpocząć, nakarmić zmęczone konie i ludzi. Nowe starcie z bolszewikami nastąpiło po południu. Bój był straszliwy, desperacki i śmiertelny. Wycieńczone konie nie dawały już rady przejść do galopu, ułanom coraz ciężej było podnosić ramię z szablą do cięcia. A przecież wspomnienie lat niewoli, cierpień całego narodu i radości z odzyskanej po latach niepodległości, dodawały sił, sprawiały, że polscy ułani walczyli, jak jeszcze nigdy dotąd. Walczyli i zwyciężyli. „Straciliśmy wielu żołnierzy i podoficerów. Konie nasze pokotem kryły plac boju. Niejeden z nas cicho opłakiwał zgon przyjaciela lub wiernego konia. Noc okrywa całunem pole dwukrotnej bitwy. Księżyc zalewał mdłym światłem pola, które stały się polami chwały kawalerii polskiej. Dostojna cisza zaległa dookoła. Wszyscy byli u kresu sił, wyczerpani w najwyższym stopniu. Konie stały ze zwieszonymi łbami przy ułanach, leżących pokotem na ziemi, tam gdzie byli. Zbierano rannych i poległych. Niekiedy suchy strzał oznaczał koniec żywota nieuleczalnie rannego końskiego towarzysza broni. Zakończenie tego dramatu nastąpiło już o zupełnym zmroku. Jak niespodziewanie ukazała się nam w całym swoim przepychu czerwona armia, tak się nagle zgubiła i przepadła w ciemnościach przepadającej nocy. Spokój, pustkę i kojącą ciszę przyniosła nastająca noc, a ogromna biała tarcza księżyca rozlała swe mdłe i zimne światło na pola i gaje, na których odbywały się cały dzień tak gorąco zmagania tysięcy ludzi”.
CZYTAJ DALEJ

Bł. Bronisława – umartwiała się ścisłym postem, włosiennicą i rózgami

[ TEMATY ]

Św. Bronisława

pl.wikipedia.org

Obraz Widzenie bł. Bronisławy

Obraz Widzenie bł. Bronisławy

Bronisława pochodziła z Kamienia Śląskiego. Ur. się ok. 1200 r. w bogatej rodzinie Odrowążów, która wydała również św. Jacka i bł. Czesława. Była wychowywana w duchu pobożności i szlachetności. Mając 16-17 lat wstąpiła do klasztoru norbertanek w Krakowie. Bronisława ofiarnie pielęgnowała chorych, karmiła głodnych i rozdawała lekarstwa i ubrania. Przeżyła najazd tatarski.

Bronisława miała wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej. Kontemplowała cierpienia i śmierć Chrystusa. Prowadziła życie pełne wyrzeczeń. Umartwiała swe ciało ścisłym postem, sypianiem na twardej podłodze, czuwaniem, ostrą włosiennicą i rózgami. Miała objawienie Chrystusa, który obiecał: „Bronisławo, krzyż mój jest twoim, lecz i chwała moja twoją będzie”.
CZYTAJ DALEJ

Abp Depo w Wieluniu: nie możemy się godzić na narodową niepamięć

2026-09-01 19:47

[ TEMATY ]

rocznica

abp Wacław Depo

II wojna światowa

Wieluń

Maciej Orman/Niedziela

– Nie możemy się godzić na narodową niepamięć, która może doprowadzić do moralnego znieprawienia i utraty naszej wolności – powiedział abp Wacław Depo. W 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej metropolita częstochowski przewodniczył Mszy św. na zrekonstruowanych ruinach fary w Wieluniu w intencji ofiar bombardowania miasta z 1939 r.

Przypominając w homilii o postawie o. Maksymiliana Marii Kolbego, który poszedł do bunkra głodowego w Auschwitz zamiast ojca rodziny Franciszka Gajowniczka, hierarcha przywołał słowa kard. Stefana Wyszyńskiego: „Ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depcze. Ten ostatni przegrał. Kto mobilizuje nienawiść – przegrał! Kto walczy z Bogiem miłości – przegrał! A zwyciężył już dziś – kto miłuje i przebacza, kto – jak Chrystus – oddaje swoje serce, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję