Czy śmierć Fidela Castro będzie punktem zwrotnym w historii współczesnej Kuby? Prawdopodobnie tak, ale nie od razu. Tym bardziej że możliwe są różne scenariusze rozwoju sytuacji na wyspie „jak wulkan gorącej”
Jeżeli chcesz zobaczyć Kubę Fidela w niezmienionej od lat postaci, bez tłumów turystów i za nieduże pieniądze – musisz się pospieszyć; z roku na rok zmiany są tam coraz szybsze – ostrzegają touroperatorzy, którzy zachęcają „już teraz” do wycieczek na wyspę. Ale Kuba zmienia się co najmniej od dekady, czyli od czasu, gdy schorowany Fidel Castro zrezygnował ze sprawowania władzy i przekazał ją w ręce brata. Choć zmienia się bardzo powoli.
Krzysztof Hinz – były korespondent PAP w tym kraju, autor książki „Kuba. Syndrom wyspy”, zapowiedzi zmian dostrzegł na początku lat 90. XX wieku, gdy padł Związek Sowiecki, główny sponsor rewolucji kubańskiej. Było widać, że system musi upaść także na Kubie. – Sam Castro też tak myślał, gdy fala demokratyzacji docierała do Ameryki Łacińskiej. Ale stało się inaczej. Od tego czasu minęło wiele lat i dopiero teraz pojawiła się możliwość zmian – zwraca uwagę Hinz.
Lećcie na Kubę jak najszybciej, zanim się zmieni, zanim nalot amerykańskich turystów i amerykańskiego kapitału zupełnie zmieni to miejsce – zachęcają do podróży touroperatorzy. Ich oferta jest znacznie bogatsza niż w poprzednich latach, a ceny wycieczek znacznie niższe niż tych do USA, Meksyku czy Brazylii. W Hawanie, Santiago de Cuba i Trinidad de Cuba, miastach najczęściej odwiedzanych przez turystów, można, po bezpośrednim locie z Okęcia, znaleźć się już w kilkanaście godzin.
W Hawanie nie da się ominąć tętniącego życiem bulwaru El Malecón i uliczek starówki z listy UNESCO, z placem katedralnym, katedrą Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i XVI-wiecznymi fortyfikacjami przy Plaza de Armas. Placu Rewolucji, na którym Fidel Castro zwykł wygłaszać wielogodzinne przemówienia, a Jan Paweł II w 1998 r. odprawił Mszę św. Nie można nie odwiedzić Muzeum Rewolucji, muzeum rumu i nie pójść szlakiem Ernesta Hemingwaya, przyjaciela Fidela, łączącym hotel Ambos Mundos – dawny dom pisarza, El Floriditę – jego ulubiony bar oraz La Bodeguita del Medio – restaurację, gdzie lubił sączyć mojito i daiquiri.
Oficjalne i nieoficjalne
Żelaznym punktem wycieczek jest Santiago de Cuba, pierwsza stolica, reklamowana jako najbardziej karaibskie z kubańskich miast. Tu nawiedza się sanktuarium maryjne Matki Bożej Miłosierdzia z El Cobre – patronki Kuby, katedrę, twierdzę San Pedro de la Roca, starówkę z placem Dolores. Ale także słynne koszary Moncada – miejsce ataku rewolucjonistów pod wodzą młodego Fidela Castro.
W Trinidadzie, słynącym niegdyś z targu niewolników, najważniejsze zabytki miasta skupiają się wokół Plaza Mayor. Należą do nich barokowa katedra Iglesia de la Santísima, kościół oraz były klasztor św. Franciszka z charakterystyczną dzwonnicą i Narodowe Muzeum Walki z Bandytami, które dokumentuje zwalczanie kontrrewolucyjnej partyzantki z początków kubańskiej rewolucji.
Reklama
Te trzy miasta są omijane przez proponowane ostatnio trasy wycieczek pod hasłem „Cuba Autentica”, podczas których proponuje się noclegi u kubańskich rodzin w tzw. casas particulares, by pokazać turystom mniej oficjalnie życie na Kubie – miejsca, gdzie nadal żyje się bardzo trudno, gdzie obowiązuje system kartek na jedzenie, a wielu zarabia miesięcznie kilkadziesiąt dolarów. Z głodu się nie umiera, ale większość społeczeństwa, wskutek panowania systemu nazywanego... Rewolucją, jest niedożywiona.
Dwa lata Raúla
Kubę odwiedza coraz więcej turystów, którzy mogą obserwować zmiany zachodzące w ostatnim czasie. Gospodarcze, bo politycznego przełomu nie widać. Nadal obowiązuje system jednopartyjny, z jedynie słuszną Komunistyczną Partią Kuby. Opozycja – czy raczej dysydenci – wciąż jest prześladowana. – Może nie aż tak jak dawniej, teraz kubańska bezpieka zatrzymuje najczęściej na 48 godzin. Ale w ostatnim roku represje wobec opozycji raczej się nasiliły. Można było się spodziewać odwilży, ale zatrzymań było więcej niż w poprzednich latach – analizuje Krzysztof Hinz.
Właśnie to m.in. może pokazywać, jaką drogą chciałyby pójść władze wyspy. Wolny rynek, napływ kapitału zagranicznego inwestującego w turystykę? Czemu nie. Ale bez reform demokratycznych – jak w Chinach. A jeśli z nimi, to według wzoru wschodnioeuropejskiego, w tym polskiego, z pozornym oddaniem przez komunistów władzy politycznej, a z zachowaniem ekonomicznej, z uwłaszczeniem komunistycznej nomenklatury. Warto przyglądać się temu, co będzie się działo na Kubie. W szczególności przez najbliższe dwa lata: brat Fidela Castro – Raúl, szef państwa, ma przejść na emeryturę w 2018 r.
Niewielkie Viterbo, położone w północnym Lacjum, w porównaniu
z innymi miastami Italii nie posiada zbyt wielu szczególnie cennych
zabytków. Poza kilkoma renesansowymi pałacami i dwoma romańskimi
kościołami jest tu jeszcze pałac papieski z unikalną gotycką loggią
- i to prawie wszystko.
Miasteczko samo w sobie jest jednak urokliwe i natknąć się
w nim można na wiele czarujących zaułków i placyków. Podążając nimi,
przypadkowy wędrowiec bezwiednie kroczy śladami pewnego dziewczęcia,
które żyło tutaj w połowie XIII w.
Biedni rodzice nadali dziecku imię Róża, tak podobno było
urodziwe. Ta młoda istotka, nie dbając jednak zbytnio o sprawy doczesnego
świata, swoim nad wiek rozwiniętym życiem duchowym, modlitwą, a przede
wszystkim pokutą starała się dawać współziomkom godziwy przykład
chrześcijańskiego życia. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa,
dziewczyna ściągnęła na siebie wiele przykrości i prześladowań, łącznie
z wygnaniem z rodzinnego miasta. Nie przyjęto jej też do miejscowego
klasztoru klarysek.
Ponieważ jednak moc w słabości się doskonali, tak też po
jej rychłej śmierci w 1253 r. otrzymane u jej grobu liczne łaski
zwróciły uwagę na tę skromną, a świętą postać.
Już w cztery lata po jej śmierci nietknięte rozkładem ciało
przeniesiono w uroczystej procesji pod przewodnictwem papieża Aleksandra
IV do kościoła Sióstr Klarysek. W ten sposób znalazła się tam, gdzie
odmówiono jej wstępu za życia.
Kanonizowana dwieście lat później, w 1458 r., po dokonanym
u jej ciała uzdrowieniu jednego z kardynałów, stała się odtąd św.
Róża patronką Viterbo.
Jej skromny domek został pieczołowicie odrestaurowany i
można go dzisiaj oglądać niedaleko kościoła pod wezwaniem Świętej.
Miasto co roku 3 września wieczorem, czci pamięć św. Róży
a forma tego święta przybiera kształt nigdzie indziej nie spotykany.
Dobrze zachowane - pomimo upływu ponad 700 lat - serce św.
Róży umieszczane jest w relikwiarzu na szczycie trzydziestometrowej
wieży i obnoszone ulicami miasta w uroczystej procesji.
Tradycja budowy bardzo wysokich wież, zwanych tutaj "macchina
di Santa Rosa", sięga z górą trzystu lat.
Dawniej starano się budować wieże coraz wyższe i wyższe,
tak że przekraczały wysokość 30 m. Jednak po serii tragicznych wypadków
zmniejszono nieco wysokość, lecz i tak konstrukcja sięga czwartego
piętra.Rzęsiście oświetlona budowla wystaje niejednokrotnie ponad
dachy domów miasta, tak że jej wierzchołek przesuwa się majestatycznie
ponad budynkami.
Konstrukcja wieży św. Róży składa się z metalowego rusztowania,
drewnianych wsporników i niezwykle bogato udekorowanej obudowy z
masy papierowej. Waga tak wysokiej budowli jest niebagatelna i przekracza
pięć ton.
Aby unieść tak ogromny ciężar i nie przewrócić go podczas
procesji, tragarze, zwani tutaj "kawalerami św. Róży", muszą długo
ćwiczyć.
Zwłaszcza trudna i niebezpieczna jest operacja uniesienia
w górę "macchiny". Musi się to odbywać równo i jednocześnie z każdej
ze stron, gdyż inaczej może dojść do przechyłów wieży, grożących
jej przewróceniem.
Prestiżowe zajęcie tragarzy wymaga doświadczenia i dlatego
czynią to przeważnie ci sami z roku na rok, rzadko i nieznacznie
zmieniając skład osobowy zespołu.
"Kawalerowie św. Róży" traktują swoją misję bardzo poważnie.
Noszą białe tradycyjne stroje i w tym samym kolorze chusty na głowach,
a w talii są przepasani czerwonymi szarfami. Po dziesięciu latach
noszenia mają prawo do założenia prestiżowej niebieskiej szarfy.
Wieczorna procesja, której trasa liczy ok. jednego kilometra,
ściąga do Viterbo wielu widzów z całego Lacjum, którzy wraz z mieszkańcami
zapełniają tłumnie ulice, okna, balkony i dachy pobliskich domów.
Zawsze pozostaje dreszczyk emocji, iż wieża może się przewrócić.
Tak nieraz bywało. W 1801 r. krzyk okradzionej przez złodzieja kobiety
spowodował tumult wśród widzów. Wybuchła panika i 22 osoby zostały
stratowane na śmierć. Trzynaście lat później w wyniku zawalenia się
części ogromnej wieży dwóch tragarzy poniosło śmierć, a kilku innych
zostało rannych.
W 1820 r. zbudowana przez Angelo Papiniego nowa wieża została
przewrócona na głównej ulicy Viterbo, zwanej Corso Italia. Stało
się tak na skutek rozkołysania wysokiej konstrukcji przez niefrasobliwych
tragarzy, którzy nadużyli wina, świętując zakończenie budowy nowego
obiektu.
W 1893 r. ulewny deszcz uniemożliwił rozpoczęcie procesji,
a podniecona takim obrotem sprawy grupa anarchistów zniszczyła wieżę,
podpalając ją.
Wreszcie stosunkowo niedawno, w 1967 r., przechył wieży
wymusił przerwanie procesji. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.
Każda wieża nosi nazwisko swojego konstruktora. Obecnie
używana nazywa się Giuseppe Zucchi i została zbudowana w 1967 r.
Otrzymała przydomek "lot aniołów", ze względu na liczne postacie
tych duchów niebieskich, umieszczone na czterech kolejnych piętrach.
Na samym szczycie budowlę wieńczy postać św. Róży.
W miejscowym muzeum można zobaczyć modele wież noszonych
w procesjach w przeszłości.
Viterbo leży przy drodze do Rzymu, a więc łatwo tu zajrzeć
podczas pielgrzymki do Wiecznego Miasta.
Papież na Anioł Pański: Bóg może skałę zmienić w ziemię żyzną
2026-07-12 13:11
Vatican News
Vatican Media
Papież Leon XIV w Castel Gandolfo
Bóg nie przestaje siać, ponieważ wie, że moc Jego miłości jest silniejsza od naszej słabości. W Jego rękach skała może się zmienić i stać się urodzajną ziemią – powiedział Leon XIV w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański.
W okresie letniego wypoczynku Papież w niedzielę modlił się z wiernymi w Castel Gandolfo. Przed modlitwą Anioł Pański odniósł się w rozważaniu do ewangelicznej przypowieści o siewcy, kiedy ziarna padają na ziemię żyzną, ale także na udeptaną, na drogę czy na skałę.
W ostatni dzień 43. Pieszej Pielgrzymki Rolników Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej na Jasną Górę doszło do przykrego zdarzenia.
Podziel się cytatem
– wyjaśnia kierownik pielgrzymki i duszpasterz rolników w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej ks. Paweł Mydłowski. Według relacji świadków, kobieta upadła na jezdnię i doznała jakiegoś uszczerbku, na pewno potłuczenia. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe. Poszkodowanej pierwszej pomocy udzieliły pielęgniarki zabezpieczające pielgrzymkę, a następnie została ona przekazana zespołowi ratownictwa medycznego i przewieziona do szpitala, a następnie poddana odpowiednim badaniom. Tego samego dnia poszkodowana została wypisana ze szpitala i uczestniczyła we Mszy św. wieńczącej pielgrzymkę na Jasnej Górze. Groźnie wyglądające zdarzenie dzięki opiece Matki Bożej zakończyło się bez przykrych konsekwencji.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.