Reklama

Wiadomości

Piękne, święte życie

Hanna Chrzanowska, pielęgniarka i działaczka charytatywna, zachwycała swoją postawą wielu mieszkańców Krakowa. Kard. Karol Wojtyła dziękował Bogu za życie krakowskiej pielęgniarki. Świadkiem jej działalności był również kard. Stanisław Dziwisz, z którym rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Niedziela Ogólnopolska 51/2017, str. 16-17

[ TEMATY ]

ołtarz

Archiwum Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich

Powszechne było przekonanie o świętości życia krakowskiej pielęgniarki Hanny Chrzanowskiej

Powszechne było przekonanie o świętości życia krakowskiej pielęgniarki Hanny Chrzanowskiej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KRZYSZTOF TADEJ: – Kiedy myśli Ksiądz Kardynał o Hannie Chrzanowskiej...

KARD. STANISŁAW DZIWISZ: – ...to myślę o jej pięknym, świętym życiu. Dla krakowian była taką osobą jak Matka Teresa dla mieszkańców Kalkuty. Niezwykle wrażliwa na chorych, cierpiących, biednych i samotnych. Myślę, że jej ogromne poświęcenie dla chorych wynikało nie tylko z tego, że była pielęgniarką, ale przede wszystkim z głębokiego życia wewnętrznego.
Zapamiętałem ją jako osobę subtelną, delikatną. Była bardzo dobrze wykształcona. Przed wojną uczyła się w Warszawskiej Szkole Pielęgniarstwa, a później wyjeżdżała na stypendia do Paryża, Belgii i do Stanów Zjednoczonych. Pochodziła z rodziny szlacheckiej, znanej z rozległej działalności dobroczynnej i zaangażowania społecznego. „Wzrastałam w atmosferze pomocy drugim” – napisała w swoich pamiętnikach. Była córką wybitnego profesora polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego Ignacego Chrzanowskiego.
Często przychodziła do kard. Karola Wojtyły. Na Franciszkańskiej 3 zawsze było dużo ludzi czekających na spotkanie. Niektórzy się denerwowali, że kolejka długa, że trzeba czekać. Ona nigdy się tak nie zachowywała. Cicha, pokorna, niezwykle skromna czekała na swoją kolej. Nigdy nie narzekała i tak szła przez życie.

Reklama

– Karol Wojtyła podczas pogrzebu Hanny Chrzanowskiej powiedział: „Byłaś dla mnie ogromną pomocą i oparciem”. W czym pomagała kard. Wojtyle?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– W trosce o ludzi, którzy potrzebowali pomocy. Była jakby przedłużeniem jego rąk. Wyszukiwała obłożnie chorych na poddaszach kamienic, w suterenach, w mieszkaniach. Przynosiła leki, pielęgnowała ich, myła im nogi... Często ci chorzy tygodniami byli pozostawieni sami sobie. Ona organizowała im pomoc. Nie tylko lekarską czy materialną, lecz również duchową.

– Kiedy poznała Karola Wojtyłę?

Reklama

– W 1957 r. Karol Wojtyła często spowiadał w kościele Mariackim w Krakowie. Był zwykłym księdzem, jeszcze nie miał nominacji biskupiej. Zapytała go, czy mógłby odwiedzić kogoś chorego. Natychmiast się zgodził. Wówczas powiedziała, jak dużo osób chorych potrzebuje pomocy. Wkrótce razem poszli do proboszcza kościoła Mariackiego – ks. Ferdynanda Machaya i tam ustalili zasady systematycznej współpracy. Dzięki Hannie Chrzanowskiej chorych odwiedzali np. klerycy z krakowskiego seminarium. Pokazywała, gdzie jest bieda i czym trzeba się zająć. Jak trzeba było myć naczynia czy podłogę, to myli. Porządkowali mieszkanie, kupowali żywność. Ale przede wszystkim wspierali ludzi duchowo – modlili się z nimi, rozmawiali, czytali chorym książki. Nie tylko zresztą seminarzyści, ale również kapłani. Tak powstał parafialny system pomocy dla chorych stworzony przez Hannę Chrzanowską. Ta działalność przetrwała do dzisiaj, np. panie z Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich nadal pomagają najbardziej potrzebującym. To wspaniała, bezcenna pomoc czyniona bez rozgłosu.

– Dlaczego chorzy w czasach Hanny Chrzanowskiej wymagali opieki w domach? Czy nie mogli korzystać z opieki lekarskiej?

– Część pewnie korzystała. Ale przecież i dzisiaj są ludzie obłożnie chorzy, którzy znajdują się w domach i wymagają pomocy. Tak było i w tamtych czasach. Trzeba też powiedzieć, że chorzy najlepiej czują się we własnym domu, w znajomym otoczeniu, a Hanna Chrzanowska doskonale wyczuwała ich potrzeby i potrafiła je uszanować. Dlatego – o ile to było możliwe – organizowała opiekę domową.

– Chorych odwiedzał również kard. Karol Wojtyła. Jak wspominała jedna z sióstr zakonnych, metropolita krakowski nieraz przychodził do chorych bez zapowiedzi. Mieszkali w jakichś klitkach, w suterenach. Tam śmierdziało i prawie nic nie było w mieszkaniach. Skrajna bieda.

– Kard. Wojtyła nie zwracał na to uwagi. Nie tylko dlatego, żeby kogoś nie urazić, ale po prostu go to nie interesowało. Ważny był ten człowiek, który cierpiał. Kiedy miał wizytację jakiejś parafii, to kazał sobie wpisywać punkt: odwiedzanie chorych. Nie tylko w Krakowie, ale także w całej diecezji.

– Uczestniczył Ksiądz Kardynał w takich spotkaniach?

Reklama

– Wielokrotnie, gdy byłem jego kapelanem. Chorzy byli wdzięczni, że kard. Wojtyła zainteresował się ich losem. Opowiadali o sobie. Widziałem, że kardynał pomagał im również materialnie. Nieraz dostawał w jakiejś parafii ofiary w kopercie. Gdy szliśmy do kogoś chorego w odwiedziny, to on wręczał ją osobie najbardziej potrzebującej. Często też przekazywał informacje Hannie Chrzanowskiej o tym, kto potrzebuje pomocy medycznej.
Spotkania z chorymi w czasie wizytacji parafialnych pozostały do dzisiaj. Jak wizytowałem parafię, to zawsze chodziłem do biednych i chorych.

– Jeden z bliskich współpracowników Księdza Kardynała powiedział, że Ksiądz jest szczególnie wyczulony na cierpiących. Gdy był Ksiądz metropolitą krakowskim i miał trochę wolnego czasu, mówił np.: „A teraz jedziemy do szpitala. Odwiedzimy dzieci chore na nowotwory”.

– Tę wrażliwość na los osób cierpiących zawdzięczam w dużej mierze Hannie Chrzanowskiej. Świadectwo jej życia przemawiało do wielu, również do mnie. Nie chodzi tylko o dzieci, ale o wszystkich chorych. Ale po co o tym mówić? Przecież to normalne.

– Normalne? Nie wiem, czy każdy ksiądz w Polsce tak interesuje się chorymi.

Reklama

– Zawsze zachęcałem księży do tego, by osoby chore i cierpiące stawiali w centrum swojej uwagi i duszpasterskiej troski. W Kościele taka postawa nie może być wyjątkiem, ale winna być stylem życia, bo miłosierdzie wobec potrzebujących wynika przecież wprost z Ewangelii. Bardzo ważne jest także postępowanie osób świeckich, czego przykładem jest życie Hanny Chrzanowskiej. To święta na obecne czasy. Przykład i wzór, jak można pięknie żyć, gdy jest się codziennie wiernym Ewangelii. Ona zawsze była otwarta na drugiego człowieka. A my dzisiaj mamy tendencję do zamykania się w swoich domach, w naszej bezpiecznej przestrzeni. Ludzie w miastach nie żyją wspólnie, prawie nic o sobie nie wiedzą. Hanna Chrzanowska – chodząc od domu do domu, szukając chorych, prosząc osoby zdrowe, żeby pomagały – po prostu jednoczyła ludzi i zarażała ich dobrem. Na jej pogrzebie kard. Wojtyła powiedział: „Byłaś wśród nas jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw”. Rzeczywiście, Ewangelia stała się programem jej życia. Hanna Chrzanowska powinna być też wzorem dla pielęgniarek. Warto naśladować jej wyrozumiałość i cierpliwość. Niektórzy chorzy byli kłopotliwi, trudni, ale ona się tym nie zrażała. Podchodziła do nich z uśmiechem. Myślę, że w przychodniach i szpitalach ten uśmiech i dobre słowo powinny być codziennością. Przecież gdy pielęgniarka wchodzi do sali i się uśmiecha, to atmosfera się poprawia i chorzy czują się lepiej. Uśmiech daje chorym nadzieję, tak bardzo potrzebną w leczeniu. Pomaga im uwierzyć, że nie są ciężarem, że ich cierpienie ma sens.

– Czy już za życia Hanny Chrzanowskiej Ksiądz Kardynał był przekonany o jej świętości?

– Miałem takie odczucie, tak jak i wiele innych osób. W trakcie jej pogrzebu, w 1973 r., nie śpiewaliśmy: „Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie”. Zaśpiewaliśmy Magnificat, czyli „Wielbi dusza moja Pana”. Już wtedy powszechne było przekonanie, żeby podziękować Panu Bogu za jej piękne, święte życie.

2017-12-13 11:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ołtarz „Gwiazda Kazachstanu” przybył do Krzeszowa

Niedziela legnicka 45/2012, str. 1

[ TEMATY ]

bursztyn

ołtarz

Ks. Piotr Nowosielski

Ołtarz usytuowano w prezbiterium krzeszowskiej bazyliki

Ołtarz usytuowano w prezbiterium krzeszowskiej bazyliki
Od niedzieli 28 października, przez najbliższe trzy tygodnie, w sanktuarium krzeszowskim będzie przebywał ołtarz Bożego Miłosierdzia „Gwiazda Kazachstanu”. To już drugi ołtarz – po Tryptyku „Niebiańska Jerozolima” – z pracowni gdańskiego artysty bursztynnika i jubilera Mariusza Drapikowskiego, który w drodze do miejsca swego przeznaczenia, odwiedza naszą diecezję
CZYTAJ DALEJ

Abp Śmigiel: „Amoris laetitia” nie dała automatycznie prawa do Komunii św. osobom w związkach po rozwodzie

2026-10-06 07:19

[ TEMATY ]

duszpasterstwo

Episkopat News

Mija 10 lat od publikacji adhortacji „Amoris laetitia”, która wywołała kontrowersje w sprawie dopuszczenia par w związkach po rozwodzie do Komunii św. Jak dokument zmienił duszpasterstwo w Polsce, wyjaśnia przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Rodziny abp Wiesław Śmigiel.

Z okazji 10. rocznicy adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” („Radość miłości”) papież Leon XIV spotka się z przedstawicielami episkopatów z całego świata. Zjazd odbędzie się  7-14 października w Watykanie. KEP będzie reprezentował abp Tadeusz Wojda.
CZYTAJ DALEJ

Ostatni romantyk nie zmieścił się w kadrze. O kinowej „Lalce” Macieja Kawalskiego

2026-10-06 12:30

[ TEMATY ]

film

felieton

Kino Świat

Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.

Podziel się cytatem W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję