Pani Róża pisze:
Chciałabym podzielić się z Wami moim zmartwieniem. Pochodzę ze wsi,
gdzie wciąż mieszkają moi rodzice. Ja też jestem u nich zameldowana,
ale niedługo się to zmieni. Mam dwie siostry. Moi rodzice, którzy są rolnikami,
wybudowali dla naszej rodziny piękny, duży dom. Budowali go latami, jeszcze
niedawno wymienili okna i armaturę, bo wciąż go upiększają. Ale cały dramat
polega na tym, że w tym domu, oprócz rodziców, żadna z nas nie chce mieszkać
na stałe. Wszystkie trzy jesteśmy dobrze wykształcone i nie mamy zamiaru
zostać na wsi, bo tu nie ma dla nas przyszłości. Nasze wykształcenie jest
związane z mieszkaniem w mieście.
To prawdziwa ironia losu. Rodzice ciężko pracowali, abyśmy mogły się uczyć,
a teraz nie ma kto ich zastąpić. Piszę to, bo powoli kończymy z siostrami
edukację i zaczynamy układać nasze dorosłe życie. Ja mam narzeczonego
i jestem na stażu, jedna z sióstr już pracuje, a druga właśnie robi dyplom.
A rodzice naciskają, żebyśmy do nich wracały.
Co na to poradzić? Jak wybrnąć z tej sytuacji? Jestem w wielkiej rozterce
i proszę o jakikolwiek komentarz.
Reklama
Problem, z którym zwróciła się do mnie nasza Czytelniczka, jest nie do rozwiązania. Nie sposób pogodzić wszystkie strony tego konfliktu pokoleń i interesów. Bo to sprawa nie tylko domu, ale przede wszystkim ziemi, której już niedługo nie będzie komu uprawiać. Dużo zależy też od tego, ile tej ziemi jest. Sprzedać, owszem, szkoda, bo to jednak ojcowizna...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
To dramat ludzi, którzy mieszkają na wsi – mają oni coraz mniej następców. Innym problemem jest to, że na wsi jest za mało kobiet, które chciałyby być gospodyniami. Potem otrzymujemy listy od młodych mężczyzn, którzy nie mają nadziei na znalezienie dla siebie żony (jak w programie: Rolnik szuka żony).
Mówi się, że przyszłość wsi leży w gospodarstwach dużych i zmechanizowanych, ale wciąż jest bardzo dużo tych mniejszych i dla nich też trzeba szukać sensownych rozwiązań. Polscy rolnicy mają trudności ze sprzedażą swoich plonów, tymczasem wiele produktów jest sprowadzanych z zagranicy. Likwidowane lub sprzedawane są zakłady produkujące sprzęt rolniczy. Innym problemem jest kwestia wychowania, by młodzi ludzie odczuwali nie tylko potrzebę własnego rozwoju, ale również jakąś powinność wobec swojego kraju. Judymowie są dziś niemodni, lecz bez nich przyszłość polskiej wsi może być mało ciekawa.
Normalnie w takiej sytuacji można by było wydzierżawić ziemię i poczekać, aż dorosną ewentualne wnuki. Może będą to chłopcy, którzy zechcą pozostać w rolnictwie? Bywają takie ponadpokoleniowe powroty do korzeni...
A może Czytelnicy zechcą się na ten temat wypowiedzieć?...