Reklama

Kultura

„Zjawisko” z dominikańskiej scholi

O sztuce, patriotyzmie i odwadze bycia katoliczką „w świecie” rozmawiamy z dyrygentką Martą Gardolińską.

Niedziela Ogólnopolska 31/2022, str. 64-65

[ TEMATY ]

schola

dyrygent

Bartosz Barczyk, z archiwum Marty Gardolińskiej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mateusz Wyrwich: Pobierałaś nauki u tak wybitnych profesorów, dyrygentów, jak choćby Simone Young, Mark Stringer czy Gustav Meier. Czego uczy to dyrygenta, słuchu na orkiestrę, wrażliwszego spojrzenia na kompozycję?

Marta Gardolińska: Każdy dyrygent ma inne podejście do pracy. Mój wiedeński profesor Mark Stringer skupiał się np. na wszechstronnym spojrzeniu na partyturę. Dla niego uczenie się utworu to nie tylko nuty, to cały kontekst historyczny, znajomość stylu kompozytora. Także wpływy, którym podlegał. A druga sprawa to szczegółowe, odrębne spojrzenie na każdy takt, artykulację, motyw itp. Od innych profesorów masterclass uczyłam się ot choćby takich prostych, ale niezwykle ważnych rzeczy, np. jak się komunikować z orkiestrą czy jak zaplanować próby.

Jaką masz swobodę, jako dyrygent, w doborze utworów?

To zależy od tego, czy to jest mój debiut czy nie. Zależy też od orkiestry. Im wyższej rangi jest orkiestra, tym mniej mam do powiedzenia. W mojej orkiestrze w Nancy o repertuarze decyduję ja. Kiedy jednak jadę po raz drugi do jakiejś orkiestry, jest to kwestia dogadania się z dyrekcją. Ja składam swoje propozycje repertuarowe i wtedy się okazuje, czy one pasują w sezonie czy nie; czy np. jest zamówiony solista, który zgłasza jakiś konkretny utwór. Wtedy ja dopasowuję określone kompozycje.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Dyrygentura to dla Ciebie sztuka, zawód czy misja?

Żeby wykonywać ten zawód, potrzebuję poczucia misji. Styl życia dyrygenta jest wymagający. Ma wiele pięknych stron, ale też mnóstwo trudnych. Związanych z tym, że prowadzi się bardzo osamotniony styl życia pod dużą presją. Dlatego potrzebuję ważnego powodu, dla którego to robię. Dyrygentura ma wiele wspólnego z doświadczeniem historycznym. Przecież moja osobowość zależy też od tego, gdzie zostałam wychowana, i od realiów, w których żyjemy. Dla mnie wielką inspiracją jest Polska. Nasze doświadczenia historyczne, kulturowe. Dlatego uważam, że muzyka musi czasem czemuś służyć. Jest w niej ogromna moc. Niezdawanie sobie z tego sprawy wiązałoby się z tylko cząstkowym przeżywaniem.

Czy obcym orkiestrom trudno przekazać swoją wizję utworu?

Nie jest trudniej niż podczas pracy z polskimi muzykami. Ale wiadomo, że to kwestia indywidualna. Jeżeli ja nie mówię w danym języku, to jest gorzej. Podobnie gdy orkiestra nie mówi w takim współczesnym lingua franca, czyli angielskim, współpraca jest trudna. Miałam raz taką sytuację w Grecji, warunki pracy były tam dziwne. Oni zupełnie nic nie rozumieli po angielsku, podobnie jak ja po grecku. Tam, gdzie mogę się swobodnie porozumieć po angielsku, niemiecku, francusku czy hiszpańsku, nie ma problemu.

Powiadasz, że starasz się, jako polska patriotka, promować polskich kompozytorów. Jak to jest przyjmowane na Zachodzie? Tym nacjonalistycznym, kreującym się na otwartych Europejczyków, choć tak naprawdę skierowanych tylko na siebie? Czy znają tam polskich kompozytorów: Chopina, Lutosławskiego, Pendereckiego, Karłowicza, Noskowskiego...?

Generalnie rzecz biorąc, jest duże zaciekawienie polską muzyką. Sama też staram się dobierać polskie utwory, które mnie przekonują. Zazwyczaj przyjmuje się to otwarcie i z pozytywnym zaskoczeniem. Największe moje zdziwienie wiązało się jak dotąd z kompozycjami Grażyny Bacewicz, która jako kompozytorka jest bardzo mało popularna w świecie, ale kiedy orkiestra ją pozna, jest zachwycona. Podobają się również Lutosławski, Szałowski. Na jesieni we Francji będę proponować symfonię Zygmunta Noskowskiego. Zawsze mam argument na to, dlaczego polska muzyka w Nancy: no, bo tu działał książę Stanisław Leszczyński. Ma tutaj swoje miejsca: plac, pomnik, pałac, na przystankach autobusowych – Leszczyński. Słowem, można go znaleźć wszędzie. Ponadto kiedy jestem zapraszana i pytana o propozycje programowe, dyrektorzy życzą sobie polskiej muzyki. Po części też dlatego, że wszędzie otwarcie mówię, iż chcę grać naszych kompozytorów. To idzie ze mną.

Wielkie orkiestry, prestiżowe nagrody, a widzę Cię jeszcze jako dyrygentkę chóru w kościele Dominikanów na warszawskim Służewie. Jesteś katoliczką i tego nie ukrywasz, co w dzisiejszym świecie nie jest „modne”. Dużo do tego trzeba odwagi?

Dużo, dużo. To jest o wiele trudniejsze niż prezentowanie polskiego patriotyzmu. Katolicyzm, jakikolwiek tradycjonalizm czy nawet szczątkowy konserwatyzm to są kwestie bardzo trudne w moim środowisku. To wszystko jest mocno niepopularne. A powracając do dominikanów: rzeczywiście, moje pierwsze doświadczenia związane z dyrygowaniem miały miejsce na Służewie i stanowczo była to dla mnie jedna z najważniejszych inspiracji. Ale jest coś ciekawego, co sobie niedawno uświadomiłam: takie „zjawisko” jak „polska dyrygentka w świecie”. „Zjawisko”, które istnieje od niedawna. Na świecie jest w tej chwili bardzo wiele utalentowanych polskich dyrygentek. Jedne znam, innych jeszcze nie. Procentowo to dużo. Podczas wywiadów dostaję pytania, co jest „w wodzie czy powietrzu” w Polsce, że tyle Polek jest renomowanymi dyrygentkami. I zauważyłam taką dziwną zależność, że w tym moim młodym pokoleniu wiele z nas pochodzi z dominikańskich schol: obok mnie Zosia Kiniorska, Ania Sułkowska-Migoń, Agata Zając. To jest jakaś wielka rzecz, która się dzieje u dominikanów. Ten wysyp talentów.

Marta Gardolińska
Laureatka wielu nagród i wyróżnień. Absolwentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Universität für Musik und darstellende Kunst w Wiedniu i The Monteux School for Conductors and Orchestral Musicians w Maine. Zaczynała od dyrygentury chóralnej. W czasie wiedeńskich studiów śpiewała też w Arnold Schönberg Chor i Wiener Singverein. W 2011 r. związała się z Filharmonią Podkarpacką. Dwa lata później, jako druga dyrygentka – z Johann-Strauss-Operette-Wien. Cztery lata od wiedeńskiego debiutu została główną dyrygentką wiedeńskiej Akademischer Orchesterverein, a w 2017 r. piastowała już stanowisko dyrektora artystycznego i głównego dyrygenta TU Orchester w Wiedniu. Jako „młoda dyrygentka współpracująca” dyrygowała w sezonach 2018/2019 i 2019/2020 Bournemouth Symphony Orchestra. W sezonie 2018/ 2019 – także Scottish Chamber Orchestra podczas Festiwalu w Edynburgu. W tym samym sezonie wielokrotnie dyrygowała kilkoma wybitnymi orkiestrami, w następnym zaś zawojowała Stany Zjednoczone, dyrygując The Los Angeles Philharmonic Orchestra. Od sezonu 2021/2022 pełni funkcję dyrektora muzycznego Opéra national de Lorraine w Nancy we Francji. Od 2022 r. ma też podpisany kontrakt na cztery kolejne sezony jako gościnna dyrygentka Barcelońskiej Orkiestry Symfonicznej i Narodowej Orkiestry Katalonii (Orquesta Sinfónica de Barcelona y Nacional de Cataluna).

2022-07-26 09:56

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od scholi do dyrygentury

Niedziela Plus 46/2024, str. V

[ TEMATY ]

schola

dyrygent

diecezja tarnowska

Archiwum Martyny Dymury

Martyna Dymura

Martyna Dymura

Jeszcze w szkole średniej nie myślałam o muzycznej przyszłości – przyznaje w rozmowie z Niedzielą Martyna Dymura, laureatka tegorocznej edycji Ogólnopolskiego Konkursu Dyrygenckiego we Wrocławiu.

Maria Fortuna-Sudor: Jak zaczęła się Pani przygoda z muzyką? Martyna Dymura: Byłam w zerówce, gdy postanowiłam zapisać się do scholi parafialnej w naszym kościele. Starsza koleżanka, sąsiadka, była w tej scholi gitarzystką. To ona zaprowadziła mnie na pierwszą próbę. Zachwyciłam się gitarzystkami. Bardzo chciałam grać, zaczęłam śpiewać. Wtedy też moja wychowawczyni powiedziała rodzicom, że ładnie śpiewam, i wysłała mnie na konkurs kolęd. Potem były inne przeglądy i związane z nimi sukcesy i porażki. W III klasie dostałam upragnioną gitarę. Mama zapisała mnie na lekcje gry do p. Katarzyny Adamczyk, która prowadziła scholę i z którą moje śpiewanie oraz muzykowanie jest związane. Ale jeszcze w szkole średniej nie myślałam o muzycznej przyszłości. Byłam przekonana, że zostanę psychologiem. Moje plany się zmieniły, gdy od p. Katarzyny dowiedziałam się, że na Akademii Muzycznej jest kierunek edukacja artystyczna – dyrygentura chóralna i że mam predyspozycje, by tam studiować. Zdecydowałam, że chcę uczyć dzieci muzyki.
CZYTAJ DALEJ

Jaskinia Słowa (V Niedziela Wielkiego Postu)

2025-04-05 09:00

[ TEMATY ]

Ewangelia komentarz

Jaskinia Słowa

Red.

Ks. Maciej Jaszczołt

Ks. Maciej Jaszczołt
Autor rozważań ks. Maciej Jaszczołt to kapłan archidiecezji warszawskiej, biblista, wikariusz archikatedry św Jana Chrzciciela w Warszawie, doświadczony przewodnik po Ziemi Świętej. Prowadzi spotkania biblijne, rekolekcje, wykłady.
CZYTAJ DALEJ

Głos Boga jest pierwszym źródłem życia

„Córka Głosu” – pod takim hasłem w sanktuarium w Otyniu odbyło się wielkopostne czuwanie dla kobiet.

Był czas na konferencję, modlitwę wstawienniczą, adorację Najświętszego Sakramentu i oczywiście Eucharystię. Czuwanie, które odbyło się 5 kwietnia, poprowadziła Wspólnota Ewangelizacyjna „Syjon” wraz z zespołem, a konferencję skierowaną do pań, które wyjątkowo licznie przybyły tego dnia na spotkanie, wygłosiła Justyna Wojtaszewska. Liderka wspólnoty podzieliła się w nim osobistym doświadczeniem swojego życia. – Konferencja jest zbudowana na moim świadectwie życia kobiety, która doświadczyła nawrócenia przez słowo Boże i która każdego dnia, kiedy to słowo otwiera, zmienia przez to swoją rzeczywistość. Składając swoje świadectwo chciałam zaprosić kobiety naszego Kościoła katolickiego do wejścia na tą drogę, żeby nauczyć się życia ze słowem Bożym i tak to spotkanie dzisiaj przygotowaliśmy, żeby kobiety poszły dalej i dały się zaprosić w tą zamianę: przestały analizować, zamartwiać się, tylko, żeby uczyły się tego, że głos Boga jest pierwszym źródłem życia, z którego czerpiemy każdego dnia. Taki jest zamysł tego spotkania, dlatego nazywa się ono „Córka Głosu” – mówi liderka Wspólnoty Ewangelizacyjnej „Syjon”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję