Reklama

Niedziela w Warszawie

Od drzwi do drzwi

Duszpasterze lubią wizyty kolędowe u parafian. Z wielu przyczyn, ale najważniejsze są oczywiste – można lepiej poznać wiernych i umocnić ich wiarę.

Niedziela warszawska 4/2024, str. IV

[ TEMATY ]

wizyta duszpasterska

Karol Porwich

Kolędy są najczęściej spotkaniami z ludźmi, którzy wiedzą, czego oczekiwać po takiej wizycie

Kolędy są najczęściej spotkaniami z ludźmi, którzy wiedzą, czego oczekiwać po takiej wizycie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ksiądz Jarosław Kuśmierczyk, proboszcz podwarszawskiej parafii św. Jana Pawła II w Ruścu, w czasie kolędy musi się porządnie nachodzić, bo do odwiedzenia ma – w pojedynkę – trzy wsie. Obecny „obchód” zaczął na początku grudnia 2023 r., do połowy stycznia br. odwiedził 450 rodzin. – Byłem wszędzie tam, gdzie mnie wpuszczono – mówi. Bo zdarzało się, że potencjalni parafianie mówili „dziękujemy”, choć na ogół grzecznie. Gdzie mogliby być niegrzeczni, ks. Jarosław mniej więcej wie: gdy parę lat temu tworzył parafię, pukał do każdych drzwi. I teraz wie, do których nie zapuka.

Co słychać?

Można chodzić od drzwi do drzwi albo na zaproszenie. Tak, czy inaczej, w czasie kolędy – starej i specyficznie polskiej tradycji, mającej umocowanie w prawie kanonicznym – duszpasterze powinni starać się poznać wiernych powierzonych sobie, nawiedzać rodziny, uczestniczyć w troskach parafian, umacniać ich wiarę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ks. Kuśmierczyk zwraca w czasie wizyt duszpasterskich uwagę na sprawy frapujące parafian. – Pytam: Co ciekawego albo nieciekawego zdarzyło się. Niekiedy widać to gołym okiem, kiedy np. urodziły się dzieci, choć niekiedy trzeba drążyć – mówi.

Niekiedy dzięki wizycie parafianie – ci, którzy niedawno sprowadzili się do jednej z trzech wsi, dowiadują się ze zdziwieniem, że przynależą do parafii w Ruścu, nie do tej w Nadarzynie.

Duszpasterz, nie kasjer

Reklama

W prowadzonej przez bernardynów parafii św. Bonifacego z Tarsu na Czerniakowie wizyty duszpasterskie rozpoczęły się drugiego dnia roku.

„To okazja do wspólnej modlitwy, rozmowy i bliższego poznania się duszpasterzy i parafian. Cieszymy się na te spotkania” – zachęcali do przyjęcia księdza bernardyni. Odwiedzali te rodziny, które w poprzednich latach przyjmowały kapłana. Chyba, że ktoś mieszka w okolicy od niedawna lub przejrzał na oczy.

Księża saletyni z warszawskich Włoch, z parafii Matki Bożej Saletyńskiej, w ubiegłym roku odświeżyli kartoteki. Poprosili osoby, które chcą przyjmować księdza po kolędzie, żeby dały znać. W tym roku zgłosiły się kolejne – i to ich nawiedzają w czasie kolędy. W jej trakcie nie zbierają datków, „ofiar”. Osoby, które chcą złożyć ofiarę kolędową, mogą to zrobić na tacę lub konto parafii.

– Nie chcemy łączyć tego wydarzenia z datkami – mówi ks. proboszcz Karol Tomczak MS. – Często odbierane jest to negatywnie, na zasadzie, że księża idą po kolędzie, trzeba szykować pieniądze. My nie idziemy po pieniądze. To nie jest absolutnie celem kolędy.

Reklama

Jako duchowny – ks. Tomczak ma kilkanaście lat doświadczeń – gdy kiedyś chodził po kolędzie, by odwiedzić 30-40 miejsc, zbierał koperty. – Czułem się jak kasjer, a nie duszpasterz – mówi. – Przyjęliśmy teraz zasadę, że w jednym dniu nie możemy odwiedzić więcej niż 10 rodzin – mówi ks. Tomczak. – Wtedy może to być spotkanie, a nie gonitwa. Mamy czas, można porozmawiać. Głównie to oni mówią, my słuchamy. To dla mnie ważne źródło informacji, jak oceniają parafię, Kościół – dodaje proboszcz.

Czekam w lesie

Ks. Wojciech Drozdowicz, proboszcz nietypowej parafii bł. Edwarda Detkensa na Bielanach, nie ukrywa, że nie lubi kolędy. Chodzi bardziej z obowiązku niż z własnej nieprzymuszonej woli. Jednak nie dlatego przeznaczy na nią tylko jeden dzień. Parafia jest mała, odwiedzi pewnie tylko kilkanaście rodzin, a ma – jak mówi – tylko 150 parafian.

– Kolęda jest krótka, ale miła, piękna. Życzliwi parafianie odprowadzają mnie od domu do domu, od drzwi do drzwi, choć nie za to ich lubię. Swoich parafian lubię, ale samą kolędę mniej – mówi ks. Drozdowicz i podkreśla, że zdecydowanie bardziej woli, a nawet „kocha” sytuacje, kiedy to parafianie odwiedzają go. – Lubię siedzieć w Lesie Bielańskim i czekać na nich, i ich przyjmować – opowiada duszpasterz uwielbiany nie tylko na Bielanach.

Chrzciny potem

Jeden z praskich duszpasterzy, który odwiedza owieczki od drzwi do drzwi, nie zrażając się regularnymi – co rok – odmowami, trafia niekiedy na Świadków Jehowy.

– Niektórzy nawet zapraszają. Jak mam czas korzystam, bo ewangelizacji, skazanej na ogół na porażkę, nigdy dość. Ale zwykle czasu nie mam. Innym razem możemy pogadać towarzysko, teraz parafianie czekają. Dziękuję więc i idę dalej – mówi.

Reklama

Inna przygoda, innego praskiego księdza: młode, żyjące na kocią łapę małżeństwo, zapraszające kapłana kolejny raz, znów było bardzo rozmowne. Ponownie mieli sporo pytań, jak to zrobić, żeby być na „kościelnym legalu” i jak to będzie. I żeby nie przepłacać za wesele, bo nie stać ich na ogromna imprezę, której oczekiwałyby obie rodziny.

– Pouczyłem, zaprosiłem do kancelarii, powiedziałem, że to nie boli – żartuje ksiądz. – Zdaje się, że tym razem będziemy mieli ślub, bo chrzciny to już na pewno.

Jeden z warszawskich proboszczów opowiada, jak zapytał przyjmujące go po kolędzie młode małżeństwo z pieskiem, czy zanosi się na powiększenie rodziny. – O, proszę księdza. Zapłaciliśmy ostatnio za leczenie psa ciężkie pieniądze. A co dopiero byłoby z dzieckiem. Na razie nas nie stać – odpowiedzieli.

W czasie wizyty kolędowej rozmawia się także o polityce, choć nieczęsto. – Mamy zasadę, że nie ruszamy tych tematów – mówi proboszcz z jednej z warszawskich parafii. – Pytają, co my na to, odpowiadamy – mówi.

– Wierni komentują to, co się dzieje, z wielkim zatroskaniem. Widać w ludziach niepokój – mówi wikariusz jednej z praskich parafii.

Czasem otworzyli

W tej chwili kolędy są najczęściej spotkaniami z ludźmi, którzy wiedzą, czego oczekiwać po takiej wizycie – taka jest konstatacja po tegorocznej kolędzie ks. Jana Popiela, proboszcza parafii św. Łukasza Ewangelisty na Bemowie. To nowość.

– Wcześniej zdarzało się, że czasami ktoś otworzył, nie wiedział, co zrobić, więc zaprosił, ale nie wiadomo było co dalej, rozmowa się nie kleiła. Teraz, jak już ktoś przyjmuję wizytę, to wie, czego chce – uważa ks. Popiel i podkreśla, że spotkania z wiernymi są sympatyczne.

– Porównam to do ludzi, który uczestniczą w niedzielnej Eucharystii – mówi. – Trochę jest ich mniej niż przed pandemią, ale są bardziej świadomi. Procentowo, znacznie więcej z nich przystępuje do Komunii św. A same spotkania są pełne wiary, przepełnione modlitwą. Ale i rozmową.

Ks. Jan Popiel wspomina, że kiedyś z wielką radością chodził (ba: biegał!) z wizytami duszpasterskimi, ale latka lecą. I nie ukrywa, że po miesiącu kolędy, czuje ją w kościach, a niekiedy nie pamięta, jak się nazywa. – Aczkolwiek, jak kończy się kolęda, człowiek się zastanawia, co wieczorami robić?!

2024-01-23 14:20

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Diecezja kielecka: wizyta duszpasterska będzie się odbywała w sposób tradycyjny

[ TEMATY ]

diecezja kielecka

wizyta duszpasterska

Karol Porwich/Niedziela

W niektórych parafiach już się rozpoczęła, w innych rusza po Bożym Narodzeniu lub od nowego roku – w diecezji kieleckiej wizyta duszpasterska zwana popularnie kolędą, będzie się odbywała w sposób tradycyjny, czyli w formie odwiedzin duszpasterzy w ich domach. Diecezja wraca do tej formuły po przerwie spowodowanej czasem pandemii.

- Warto pamiętać, czym jest wizyta duszpasterska i czemu ona służy – mówi KAI ks. Łukasz Zygmunt, rzecznik prasowy diecezji kieleckiej. - Kolęda umożliwia kapłanom bliższe poznanie swoich wiernych, ich spraw, problemów z jakimi się borykają, ale także daje okazję do rozmowy o uczestnictwie we Mszy św., katechezie dzieci oraz problemach i troskach rodziny. Istotą tego spotkania jest przede wszystkim wspólna modlitwa i wzajemne poznanie kapłanów z parafianami – tłumaczy.
CZYTAJ DALEJ

Bóg działa najpierw w ukryciu

2026-01-09 19:09

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Opowiadanie o Saulu zaczyna się od drobiazgu codzienności - zaginione oślice. Syn Kisza wyrusza z sługą przez górzyste ziemie Efraima i Beniamina. W tej zwykłej drodze Bóg ukrywa swój plan. W tle stoi niepokój ludu i presja Filistynów. Saul wyróżnia się wzrostem, a perykopa nie czyni z tego argumentu. W bramie miasta, miejscu spotkań i sądu, Saul pyta o dom „widzącego” (ro’eh). To dawne określenie proroka zachowuje pamięć, że najpierw trzeba widzieć sercem. Pan przygotował serce Samuela. Prorok słyszy słowo Boga i rozpoznaje w przybyszu człowieka wybranego do rządzenia ludem. Samuel zaprasza Saula na ucztę ofiarną na wyżynie (bāmāh), w miejscu lokalnego kultu sprzed czasów świątyni. Poleca mu iść przed sobą i mówi o rozmowie, która dotknie „wszystkiego, co jest w twoim sercu”. Powołanie wychodzi z ukrycia i staje się spotkaniem w świetle Pana.
CZYTAJ DALEJ

Łódź: Rzeczywisty ekumenizm

2026-01-17 14:37

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Ekumeniczna Szkoła Biblijna w Łodzi

Ekumeniczna Szkoła Biblijna w Łodzi

Pierwsze w tym roku zajęcia w Ekumenicznej Szkole Biblijnej odbyły się w sobotę 17 stycznia br. Wśród wykładowców znalazło się trzech duchownych: z Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, z Kościoła Chrześcijan Baptystów oraz z Starokatolickiego Kościoła Mariawitów.

Modlitwę rozpoczynającą zjazd poprowadził bp Semko Koroza – superintendent Kościoła Ewangelicko – Reformowanego w RP. Duchowny przytaczając fragmenty biblijne komentował je według Tradycji Ojców Kościoła kończąc wezwaniem do modlitwy Jezusowej – Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję