Reklama

Wiara

Ludzkie historie

Śpiewająca pielęgniarka

Maria Bober – Polka mieszkająca w Niemczech, wyśpiewuje swoją miłość do Boga. W rozmowie z Angeliką Kawecką mówi, że wystarczy Panu Bogu zaufać, a w życiu dzieją się małe cuda.

Niedziela Ogólnopolska 11/2025, str. 68-69

[ TEMATY ]

świadectwo

Bliżej Życia z wiarą

Arciwum prywatne

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Pokonała Pani chorobę nowotworową. Czy to doświadczenie wpłynęło na Pani podejście do pacjentów?

Tak, dręczyła mnie choroba nowotworowa, ale w zasadzie zawsze w jakiś sposób cierpiałam. Jestem osobą, która została naznaczona krzyżem cierpienia, nie przeszkadzało mi to jednak opiekować się również chorymi osobami. Czy doświadczenie raka wpłynęło na mnie? Na pewno na tyle, że mogłam zrozumieć fakt, iż kiedy ma się chorobę nowotworową, są różne przemyślenia, skojarzenia z szybkim odejściem, ze śmiercią. Myślę, że w tym kontekście mogłam zrozumieć lepiej moich pacjentów. Od kiedy pamiętam, zawsze chciałam być pielęgniarką. Nie boję się powiedzieć, że ten zawód jest moim powołaniem. Jeżeli chodzi o podejście do pacjentów, to nigdy uśmiech nie schodził mi z twarzy i czułam w tym też obecność Pana Boga, który po prostu posłużył się mną, abym swoje radzenie sobie z cierpieniem niosła moim pacjentom.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czy pacjenci, z którymi Pani pracowała, otwierali się na rozmowy o wierze? Czy potrzebowali duchowego wsparcia równie mocno jak medycznej opieki?

Reklama

Starałam się swoimi czynami, uśmiechem, otwarciem, pomocą pokazywać, że do mojego serca zaprosiłam Jezusa. Jestem otwarta na drugiego człowieka dlatego, że kocham Boga. Pacjenci pytali, co noszę na szyi – a mam Cudowny Medalik. Wtedy zaczynałam mówić, że jestem osobą wierzącą. Spotykałam się z pytaniami: dlaczego wierzę, gdzie jest Bóg, kiedy jest tyle cierpienia, co mi to daje, gdzie Go widzę? Odpowiadałam, że nie muszę Go widzieć, wystarczy, że Go czuję, że jest obecny w moim życiu. Te rozmowy wynikały z mojej relacji z pacjentem. Starałam się być subtelna, nienachalna. Widziałam potem małe cuda. Przychodziłam na dyżur i pacjenci sami zaczepiali mnie i pytali o Boga. Często było tak, że towarzyszyłam osobom, które odchodziły. Wtedy przejmowałam inicjatywę. Wiedząc, że pacjent leży w agonii, że nie ma rodziny, modliłam się nad nim. I wiem, że Pan Bóg działał tak, jak chciał, bo miałam być przy tych samotnych, opuszczonych, cierpiących i chorych, o czym mówił w swojej Ewangelii: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Czy śpiewanie dawało Pani i pacjentom odskocznię, pocieszenie w trudnych chwilach? Jakie emocje najczęściej temu towarzyszyły?

Wykonywałam swój zawód długo i zawsze czułam się nim wyróżniona. Cieszyłam się, że to właśnie ja mogę człowiekowi pomóc, ulżyć w cierpieniu. I powiem szczerze, że ta kombinacja śpiewu, wiary i mojego zawodu zawsze tworzyła jedność. To było takie jedno wielkie poczucie, że to ma sens, i ono przenikało wszystko... Mam wrażenie, że muzyka, śpiew stawały się odskocznią od tej rzeczywistości, od tego bólu – śpiewając, przenosimy się jakby do lepszego świata. Kiedy organizm choć na chwilę skupiony jest nie na swoim bólu, tylko na tym, żeby przeżyć coś pięknego, to już jest wielka radość. Jeżeli tylko umiemy w piękny sposób przekazać swoje uczucia, wiarę, wykonując jakiś utwór, to trzeba to robić.

Reklama

Jakie emocje mi towarzyszyły? Na pewno radość. Radość, kiedy np. ktoś powiedział, że to było piękne przeżycie, że się wzruszył, słuchając moich pieśni. I zawsze wiedziałam, że ta radość wypływa właśnie z zaufania Panu Bogu, kiedy wiemy, że jesteśmy narzędziami w Jego rękach. Cokolwiek robię dla drugiego człowieka, nigdy nie przypisuję tego sobie samej, bo wiem, że w tym wszystkim jest Pan Bóg. To bezgraniczne zaufanie Mu. On mnie prowadzi, ale ja codziennie oddaję Mu siebie. Staram się prosić Go, żeby pokierował mną tak, jak On chce, a nie ja. To nieustanny proces.

W jaki sposób własne doświadczenie choroby i wygranej z nią wpłynęło na Pani misję zawodową?

Nie wiem, czy wygrałam z chorobą, bo ona w każdej chwili może wrócić. Dziękuję Bogu za każdy dzień, który mogłam przeżyć. Widzę męża, dzieci, wnuki, rodzinę – to moje szczęście. Jak długo potrwa mój obecny stan zdrowia – nie wiem. Nie mogę wykonywać już swojego zawodu, bo po ludzku nie mam siły. Śpiewam natomiast nadal i cieszę się życiem. Potrzebuję przez jakiś czas delektować się obecnością najbliższych i przyjaciół i być w tym ziemskim życiu. To trudny dla mnie temat, bo doświadczenie choroby jest odciśnięte w psychice. Mimo że jesteśmy osobami wierzącymi przebieg choroby, cierpienie to spory kaliber. Możemy towarzyszyć chorym, zapewniać ich o naszym zrozumieniu, ale oni muszą przejść przez to sami. To dotyka ich. Nie mam złotego środka, przychodzą trudne momenty. Gdy idę na badania kontrolne, mogę ufać Bogu, ale pojawia się lęk, bo jestem tylko słabym człowiekiem. Chcę patrzeć na to w ten sposób, że jeśli oddam moje cierpienie Bogu, to On weźmie mnie za rękę i poprowadzi przez drogę krzyżową tak, jak sam odważnie nią kroczył, dając nam przykład.

Czy jest jakiś szczególny moment, który zapadł Pani w pamięć, gdy śpiew sprawił, że ktoś odzyskał nadzieję lub choć na chwilę zapomniał o bólu?

Od 33 lat mieszkam w Niemczech, nad Morzem Północnym. Pracowałam w klinice Bremerhaven i posługiwałam się językiem niemieckim, w którym znam niewiele utworów. Śpiewałam więc polskie pieśni przetłumaczone na język niemiecki. Wiele utworów gra mi w sercu, ale nie wskażę tego jednego, najpiękniejszego. Teraz najczęściej śpiewam swój utwór – Miłosierny Pan, od 2020 r. bowiem każdy dzień jest dla mnie możliwością bycia coraz to lepszym człowiekiem. Traktuję to jako swoją szansę. Walczę ze swoimi słabościami i dziękuję, że On jest i daje mi tyle dowodów na swoje istnienie. Ocierałam się kiedyś o śmierć, ratowano życie moje i mojego syna. Pamiętam to jak dziś. Jeśli więc ktoś zarzuci mi: starsza nawiedzona osoba zwariowała na stare lata, to ja zawsze pamiętam, że kiedy miałam 19 lat i rodziłam, to ratowano życie moje i dziecka, a ja trzymałam w ręku różaniec. Maryja też jest obecna w moim życiu. Mogłabym wiele mówić o małych cudach dnia codziennego, i nie jest to wariactwo, tylko przejaw zaufania Bogu, bo jesteśmy drogocenni w Jego oczach. Moja historia udowadnia, że wszyscy mogą nas opuścić, ale On bez względu na okoliczności jest z nami.

2025-03-11 16:06

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oceń: +3 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

#TrzymajSięMaryi: Droga do Maryi uratowała mu życie

[ TEMATY ]

wiara

świadectwo

Maryja

Archiwum prywatne

Bartek Krakowiak: – Za ostatnie pieniądze kupiłem plecak i po prostu poszedłem

Bartek Krakowiak: – Za ostatnie pieniądze kupiłem plecak i po prostu poszedłem

Historia, w której ból i cierpienie mieszają się z miłością i pokojem, to niepowtarzalne świadectwo mogące pomóc niejednemu zagubionemu człowiekowi. Bartek Krakowiak jest dziś szczęśliwym mężem i tatą, wzrasta w Kościele i głosi Dobrą Nowinę o Bogu, który nie ma względu na osoby. Ale nie zawsze tak było.

Co musi czuć ktoś, kto stoi przed otwartym oknem wysokiego bloku, z którego ma zamiar za moment wyskoczyć? Niejedno może o tym powiedzieć Bartek Krakowiak – młody człowiek, który stał przy takim oknie, chcąc popełnić samobójstwo, a już kolejnego dnia wyruszył, by przyjść 1,2 tys. km „z buta do Maryi”. Nie miał łatwo, jak sam pisze w swojej pierwszej książce o takim właśnie tytule.
CZYTAJ DALEJ

Mądrość polega na tym, żeby wiedzieć, czyją cierpliwością rośniemy

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pixabay.com

„Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego”. Po siedmiokrotnym „jedno” przychodzi „każdemu”. Jedność nie jest jednakowością. Łaska ma miary osobiste, krawiectwo Boże szyje na miarę. Autor podpiera to psalmem 68 w brzmieniu, które samo jest teologią: „wstąpiwszy na wysokości, wziął do niewoli jeńców, rozdał ludziom dary”. Psalm mówił o darach wziętych, tekst Efezjan czyta „rozdał”. Zwycięzca rozdziela łupy. Wniebowstąpienie jest dystrybucją. „Ten, który zstąpił, jest i tym, który wstąpił ponad wszystkie niebiosa, aby wszystko napełnić”. Amplituda sięga od otchłani po szczyt nieba i obejmuje całą rzeczywistość.
CZYTAJ DALEJ

Francja/ Władze poinformowały o 410 tys. osób na demonstracjach w całym kraju

2026-10-24 20:36

[ TEMATY ]

Francja

PAP

MSW Francji podało w sobotę, że w demonstracjach w całym kraju uczestniczyło około 410 tys. osób, w tym około 110 tys. w Paryżu. Związki zawodowe podały dwukrotnie wyższą liczbę uczestników protestów - 800 tys. w całej Francji, w tym 250 tys. w stolicy.

Paryski pochód pokonał kilkukilometrową trasę z okolic bramy Porte d'Italie do stacji metra Porte de Vincennes. Zgromadzenie miało spokojny przebieg, ale w końcowym miejscu ponad 500 wandali atakowało siły policji i użyto tam gazu łzawiącego i armatek wodnych - przekazała policja. Doszło do starć między uczestnikami pochodu i funkcjonariuszami. 
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję