Reklama

Kultura

Fortepian a sprawa polska

Kilka refleksji o najważniejszym konkursie pięciolecia.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zacznę nietypowo. Otóż zazdroszczę Państwu, trzymając bowiem w ręku to wydanie tygodnika Niedziela, znają już Państwo nazwiska tych, którzy piękną grą w III etapie XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina otworzyli sobie wrota do występów z orkiestrą. Ba, znają już Państwo laureatów! Dlaczego? Otóż cykl wydawniczy sprawia, że zanim nasze strony trafią do drukarni, mija trochę czasu. Akurat tak się stało, że ten numer swoją żmudną redakcyjną część i wszelkie technikalia miał między występami wspaniałych pianistów i pianistek w III etapie a finałem. Wierzymy, że ze znakomitym skutkiem dla Polaków, a bezspornie dla jednego – Fryderyka Chopina. Jak to możliwe? Otóż Konkurs Chopinowski, bo tak najczęściej mówi się o święcie muzyki mistrza z Żelazowej Woli, to zarówno wielka promocja muzyki Frycka (jak pieszczotliwie o nim mawiano), znak towarowy polskiej kultury, jak i pretekst do tego, by porównać niegdysiejszy kanon wykonawczy – to, jak grali mistrzowie dekadę, trzy albo pięć dekad wstecz – z obecnym bądź podyskutować o tym, co to w ogóle jest „chopinowski wzorzec interpretacyjny”. Czy taki w ogóle istnieje?

Nagrań brak

Reklama

Kiedy w czasie moich muzycznych studiów dyskutowałem z nieodżałowanym Janem Weberem na temat brzmienia fortepianów, najlepszych rejestracji, z ust mistrza polskiej muzycznej krytyki i popularyzatora padło znamienne zdanie: „Trudno przesądzać stuprocentowo, jak grać Chopina i jak sam Chopin to grał, bo nie zachowały się nagrania z tamtych lat”. Tak, pan Jan był (obok erudyty) wspaniałym, dowcipnym i inteligentnym człowiekiem. Na jego zajęcia chadzali także ci, którzy nie mieli takich obowiązków. To była ikona! To były czasy, w których nawet nie marzyłem, że moje drogi przetną się kiedyś (zawodowo) z takimi ikonami, jak Krystian Zimerman, Ivo Pogorelić, Janusz Olejniczak czy Rafał Blechacz. To ten pierwszy swego czasu wypowiedział kilka wymownych zdań, które jak bumerang wróciły po wielu latach. Otóż odnosiły się do zasiadania w jury, a kwestia ta była mocno dyskutowana przez melomanów po dosyć zaskakujących werdyktach jurorów po I etapie tegorocznego konkursu. Zimerman już pod koniec XX wieku oświadczył, że nie planuje (mimo zaproszeń) zasiadania w chopinowskim jury. W swoim postanowieniu trwa, acz melomani jego obecność traktowaliby jako gwarancję jakości prac chopinowskich sekundantów. Dlaczego? Cóż, kiedy trzeba odsiać czterdzieścioro czworo artystów (po I etapie), zawsze ktoś będzie niezadowolony. Z każdym kolejnym etapem ktoś tracił swojego faworyta lub faworytkę. Zwyciężyć mógł tylko jeden wirtuoz. A przyznam, zadanie przed jury w tym roku było arcytrudne. Poziom wszystkich uczestników był fenomenalny! W zasadzie na palcach jednej dłoni można policzyć tych, którym „nie poszło”, którzy mieli np. błędy tekstowe (nie grali idealnie tego, co zapisał Chopin) bądź których zjadła trema. Telewizyjne zbliżenia pokazały rozedrgane dłonie jednego z pianistów – proza życia. Historia konkursu zna przypadki, kiedy ktoś rezygnował z wejścia na scenę tuż przed jego kolejką – emocje każdego z uczestników są wystawione na wielką próbę. Przyznam, że przez cały czas trwania konkursu bacznie śledziłem popisy pianistów, uczestniczyłem w nim też jako komentator w rosnącej grupie melomanów w social mediach, która błyskawicznie przekroczyła 30 tys. uczestników. Najbardziej jednak interesowały mnie uwagi cudze czy samych pianistów. Może niekoniecznie stricte artystyczne, bardziej od strony socjologicznej – czysto ludzkiej. Znamienne, że jednym ze słów, które padły kilka razy w kontekście konkursu, było słowo:

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Samotność

Reklama

Odnosiło się do samego Chopina, który słynną kolędę Lulajże, Jezuniu osadził w Scherzo h-moll op. 20, a był to efekt jego tęsknoty i samotności w Wiedniu (1831 r.); kompozytor już nigdy nie wrócił do Polski. A konkursowicze? Ich życie jest całkowicie podporządkowane jednemu – muzyce Chopina. De facto naznaczone jest – jak nadmieniali – samotnością. Najwięcej czasu spędzają przy fortepianie, ze swoimi myślami i interpretacyjnymi wizjami. Znamiennie brzmią tu słowa samego Artura Rubinsteina, giganta pianistyki: „Kiedy nie ćwiczę jeden dzień, od razu to czuję. Kiedy nie ćwiczę 2 dni, czują to moje palce. Kiedy nie ćwiczę 3 dni, czuje to moja publiczność”. Jego interpretacja Poloneza As-dur op. 53 to dzisiaj wzorzec. Kiedyś znajoma Japonka porównała życie pianisty przygotowującego się do konkursu do życia zakonnika bądź mnicha, wszystko bowiem podporządkowane jest jednemu. Czas odmierzają takty, metrum kompozycji, pauzy, a czas w pojęciu zegarowym liczy się znacznie mniej. Inna znajoma pianistka z konkursowymi ambicjami wspominała przed laty, że do sali ćwiczeń w Akademii Muzycznej na warszawskim Okólniku wchodziła, gdy brzask zamieniał się ze światłem dnia, a opuszczała budynek po ciemku. Osiem i więcej godzin ćwiczeń było normą. Ostatecznie w konkursie nie wystartowała, w pewnym momencie zauważyła bowiem, że presja i wszystko, co wokół, powodują powolne odrywanie się od rzeczywistości. Powiedziała wręcz, że widziała, jak jej koleżanki powoli... odchodzą od zmysłów. Zrezygnowała, choć miłość do Chopina została, gra wszystkie jego kompozycje na kilku kontynentach. Nazwisko Chopina, podobnie jak piękno tej muzyki, nie zna granic. Można mówić śmiało o marce Chopin, choć trzeba ją pielęgnować. Przypominać, że ten geniusz urodził się w Polsce, powtarzać słowa Cypriana Kamila Norwida: „Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem obywatel świata”. Wielu identyfikuje Chopina jako... Francuza. Znamienne, że o naszej noblistce mówi się w świecie: Maria Curie i szczęśliwie dodaje (nie zawsze): Skłodowska, choć jej panieńskie nazwisko pada często jako drugie. Dbajmy o polskość i pamięć. Niech Chopin przede wszystkim kojarzy się z muzyką, Polską, geniuszem pianistyki, a nie polskim przemysłem monopolowym. Nomen omen, kiedy po koncercie inauguracyjnym zauważyłem, że na scenie zabrakło mi akcentu stricte polskiego, w internecie zawrzało. Temat podchwyciły zarówno poważne gazety, jak i plotkarskie fora oraz portale. Tradycyjnie w rozmaitym duchu. Jedni przychylali się do mojej uwagi, inni kpili nierzadko w prostacki sposób: „Co niby, każdy ma grać na początku występu hymn polski na fortepianie pomalowanym na biało-czerwono?”. Owszem, potrafimy popadać w skrajności, ale nie możemy tracić z oczu jednego: Chopin to perła, prawdziwie polska.

Marka

Może wystarczyło postawić bukiet z biało-czerwonymi różami gdzieś dyskretnie na scenie (kamera lubi takie detale) albo w logotypie bądź napisie w tle sceny osadzić drobny element w naszych barwach narodowych? Nie wiem, nie jestem specem od takich form marketingu, ale coś tu poszło nie tak. I na nic zda się nauka, która przyszła 3 dni po inauguracji konkursu, w duchu: znowu miałem rację. Otóż na popularnym kanale streamingowym słynnej wytwórni płytowej pojawił się zapis koncertu inauguracyjnego. Słowo „Polska” w opisie nie pojawia się ani razu! Serio! Dodam, że brak polskiego akcentu był równie mocno dyskutowany jak dobór samego programu inauguracji. Owszem, zagrało czworo zwycięzców konkursu (Julianna Awdiejewa, Bruce Liu, Garrick Ohlsson i Dang Thai Son), ale... nie zagrali Chopina (w repertuarze byli Jan Sebastian Bach, Camille Saint-Saëns i Francis Poulenc). Chopin otworzył galę (orkiestrowa wersja Poloneza A-dur op. 40 nr 1 w instrumentacji Grzegorza Fitelberga). Za to w kolejne dni było wielkie świętowanie spuścizny mistrza przez bohaterów konkursu.

Znamienne, że 80 lat temu sam Artur Rubinstein muzyką potrafił zawalczyć o Polskę. Jak to możliwe? Konferencję założycielską ONZ w San Francisco (1945 r.) uświetniał właśnie nasz wybitny pianista. I co zrobił? Powiedział: „Otóż tutaj, w tej sali, chcecie urządzić szczęśliwą przyszłość świata. Brakuje mi chorągwi Polski, za którą walczyliście. Ja tego nie mogę tolerować. Ja wam zagram hymn Polski. I proszę wstać!”. I tak się stało. Dzisiaj geniusz Chopina docenia cały świat. Najlepszym dowodem jest długa lista artystów z Dalekiego Wschodu. Co tu ukrywać, Chińczycy mieli w I etapie dwadzieścioro dziewięcioro pianistów, Japonia – trzynaścioro, czyli tyle samo, ile Polska! Dywagacje, co sprawia, że muzyka Chopina jest tak popularna w Państwie Środka i Kraju Kwitnącej Wiśni, to temat na kolejny felieton. Szacuje się, że w Chinach ok. 60 mln dzieci i młodzieży ćwiczy grę na fortepianie. Już sam efekt skali pokazuje, że w tym gronie muszą być talenty, które poruszają piękno i romantyzm Chopinowskich fraz. To cena globalizacji, tyle że w dobrym tego słowa znaczeniu.

2025-10-21 14:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Muzyczne atrakcje Sudeckiego Forum Inicjatyw

Niedziela świdnicka 35/2021, str. IV

[ TEMATY ]

festiwal

muzyka

Ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Mała Armia Janosika

Mała Armia Janosika

Każdego wieczoru przez pięć kolejnych dni trwania Forum Inicjatyw Gospodarczych plac obok kościoła Chrystusa Króla w Głuszycy wypełniał się publicznością, dla której występowali artyści i gwiazdy estrady.

W sobotni wieczór 14 sierpnia podczas koncertu inauguracyjnego, na deskach głuszyckiego amfiteatru wystąpiła Mała Armia Janosika. Ten zespół folklorystyczny zainspirowany kulturą góralską nazywany jest również Największą Góralską Kapelą w Polsce. Gromadzi dzieci i młodzież z Raby Wyżnej i okolic, których łączy zamiłowanie do muzyki regionalnej, kultury i tradycji regionu Podhala. Pomysłodawcą tego projektu muzycznego jest Damian Pałasz – skrzypek, muzyk i wizjoner, który w lutym 2015 r. utworzył w Rabie Wyżnej sekcję nauki gry na skrzypcach i basach podhalańskich. Do Głuszycy przyjechały trzy autokary młodych artystów, blisko 150-osoba grupa dzieci i młodzieży i rodziców, zjednała sobie sympatię publiczności, która tego wieczoru wysłuchała kompilacji podniosłego i patetycznego tonu z autentycznością, barwnością i charyzmą folkloru podhalańskiego. Energia muzyki góralskiej i utwory rozrywkowe przeplatane były z pieśniami papieskimi i patriotycznymi, w folkowej, ludowej i nowoczesnej aranżacji. Wszystko to okraszone homiliami, sentencjami i wierszami pozwoliło przywołać wspomnienia związane z św. Janem Pawłem II.
CZYTAJ DALEJ

Hieronim podaje trzy powody zaślubin Maryi z Józefem

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Commons.wikimedia.org

Rafael Santi, Święta Rodzina, fragment obrazu

Rafael Santi, Święta Rodzina, fragment obrazu
Dzisiejszy fragment jest jednym z kluczowych tekstów o dynastii Dawida. Król zamierza zbudować Panu „dom”, czyli świątynię. Słowo Boga, przekazane przez Natana, odwraca sens tego terminu. W hebrajskim (bajt) oznacza on zarówno budowlę, jak i ród. Bóg nie przyjmuje planu Dawida, a sam obiecuje „zbudować dom” królowi, czyli zapewnić mu trwałą linię potomków. Wyrocznia powstaje w czasie stabilizacji państwa, po przeniesieniu arki do Jerozolimy, w cieniu sporów o to, gdzie i jak oddawać cześć Bogu. W tle stoi także pamięć początku Dawida: Bóg „wziął go z pastwiska”, więc królowanie ma źródło w darze, nie w samowoli. Obietnica ma najbliższe spełnienie w Salomonie, który wzniesie świątynię i obejmie tron po ojcu. Jednocześnie formuły „na wieki” i „tron utwierdzony na wieki” otwierają perspektywę większą niż pojedyncze panowanie. Po upadku Jerozolimy i wygnaniu ta obietnica nie znika. Wraca w Ps 89 oraz w proroctwach o „odrośli” Dawida (cemach), czyli o królu, który przywróci sprawiedliwość. Zwrot „Ja będę mu Ojcem, a on będzie Mi synem” należy do języka królewskiej adopcji i przypomina Ps 2. Św. Augustyn w „O państwie Bożym” podkreśla, że pełnia tych słów nie mieści się w historii Salomona, bo jego dom popadł w bałwochwalstwo i rozpad. Augustyn wskazuje na Chrystusa, potomka Dawida, który buduje Bogu dom z ludzi, a nie z cedru i kamienia. W uroczystość św. Józefa tekst nabiera rysu cichego realizmu. Józef należy do domu Dawida i staje przy obietnicy nie przez władzę, lecz przez posłuszeństwo i odpowiedzialność za Rodzinę. W jego cichej wierności obietnica o tronie Dawida wkracza w zwyczajny dom.
CZYTAJ DALEJ

Zaproszenie na wystawę

2026-03-19 21:35

plakat organizatorów

Instytut Dialogu Międzykulturowego w Krakowie zaprasza na otwarcie Wystawy „Człowieka trzeba mierzyć miarą serca”.

Wystawa składająca się z 20 plansz zaprezentowana zostanie w podcieniach budynku Fides na terenie Sanktuarium św. Jana Pawła II "Nie lękajcie się!".
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję