Według relacji biblijnej, Hiob jest sprawiedliwym, a jednocześnie zamożnym człowiekiem, który niestety, został dotknięty wielkimi nieszczęściami – stracił bogactwo, poumierały jego dzieci i zginęli jego słudzy, a on sam został dotknięty trądem.
Według relacji biblijnej, Hiob jest sprawiedliwym, a jednocześnie zamożnym człowiekiem, który niestety, został dotknięty wielkimi nieszczęściami – stracił bogactwo, poumierały jego dzieci i zginęli jego słudzy, a on sam został dotknięty trądem. Tekst wskazuje na dwojakie przyczyny trudnej sytuacji Hioba. Otóż te nieszczęścia są próbą wierności Hioba wobec Boga, którą wymusił szatan, tymczasem jego żona i przyjaciele oskarżają go o popełnienie jakiejś nieprawości, skoro spotkała go taka kara. Poddany jest ogromnej presji, choć przecież jest niewinny. Dlatego wyczekuje śmierci jako wybawienia z cierpienia. Nie chce przyznać się do winy, ale też widzi w Bogu nie mściciela, lecz miłosiernego Obrońcę, który ratuje z opresji. Stąd jego słowa wypowiedziane w uroczystej formie, które są dowodem jego niezachwianej nadziei: „Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje i oczyma ciała będę widział Boga. To właśnie ja Go zobaczę” (Hi 19, 25-27a). Hiob chce, by te słowa nie tylko zostały zapisane w księdze, ale też by wykuto je w skale żelaznym rylcem i ołowiem – na zawsze. Te uroczyste słowa są swoistym wyznaniem wiary w Tego, który ma przyjść z pomocą. W tym wyznaniu Bóg został nazwany goelem. W tradycji żydowskiej goel to najbliższy krewny, który miał prawo i obowiązek wykupu lub uwolnienia bliskich, a nawet powinien pomścić przelaną krew (mściciel krwi). W znaczeniu religijnym natomiast goel oznacza Jahwe, który jest w stanie okazać pomoc człowiekowi lub całemu narodowi. Uczynił to wobec Izraela, gdy wyprowadzał go z Egiptu, a także wobec proroków, gdy ratował ich z opresji (np. karmił Eliasza na pustyni). Dla Hioba zatem Bóg jako goel jest jedyną nadzieją, bo nie znalazł jej u nikogo z ludzi. On widzi w Bogu Wybawiciela z trudnej sytuacji. Hiob ma pewność, że jego sytuacja radykalnie zmieni się na lepsze. Ma nadzieję, że wróci do zdrowia i zobaczy Boga, a On uniewinni go z fałszywych zarzutów.
Trudność sprawia jednak sprecyzowanie tego, na co liczy Hiob. Czy Wybawca (goel) wskrzesi Hioba i oblecze go w widzialne ciało? – byłaby to aluzja do przyszłego zmartwychwstania, jak chcieli Ojcowie Kościoła (np. Hieronim). Czy raczej Bóg pozwoli Hiobowi wrócić z kraju umarłych po oczyszczeniu go z zarzutów? A może jedynie oczekuje on na cudowną interwencję Wybawcy, który jeszcze za życia uzdrowi go i wszystko mu zwróci (co się ostatecznie stało)?
Jedno jest pewne – Hiob spodziewa się, a właściwie wyraża przekonanie, że Bóg, który wie wszystko, stanie w jego obronie i przyjdzie mu z pomocą. Ma nadzieję, że nadejdzie dzień, kiedy osobiście zobaczy Boga i będzie zbawiony. Bo Bóg jest Obrońcą jeszcze za życia, choć niewątpliwie gwarantuje też życie wieczne tym wszystkim, którzy jak Hiob są Mu wierni i mimo nieszczęść lub zewnętrznej presji pokładają w Nim nadzieję.
Nie zawsze zdenerwowanie, złość czy furia są moralnie karygodne. Raczej nie lubimy być pod wpływem nieprzyjemnych emocji. Delektowanie się spokojem jest dalece bardziej miłe. Tęsknimy za błogostanem, który młodzi określają słowem: chillout.
Nie zawsze zdenerwowanie, złość czy furia są moralnie karygodne. Raczej nie lubimy być pod wpływem nieprzyjemnych emocji. Delektowanie się spokojem jest dalece bardziej miłe. Tęsknimy za błogostanem, który młodzi określają słowem: chillout. W czasach napiętych terminarzy czy nadużywania social mediów, które trzymają nas w napięciu, a potem pozostawiają w stanie zbliżonym do stuporu lub depresji, to normalne. Bardzo potrzebujemy „świętego spokoju”. Nie zawsze jednak jest on ideałem ewangelicznym. Jeśli chcę zachować dobrostan, nie mogę odwracać głowy od ludzkiej krzywdy, która dzieje się na moich oczach. Nie wolno mi nie reagować, nawet wzburzeniem, gdy trzeba kogoś ostrzec przed niebezpieczeństwem, obronić przed agresorem czy zaangażować się w schwytanie złoczyńcy. Nie mogę wtedy powiedzieć: „to nie moja sprawa”, „od tego są inni”albo „co mnie to obchodzi”. To tchórzostwo. Tak rozumiany „święty spokój” jest nieprawością albo tolerancją zła. Jak mógłbym przymykać oko, gdyby ktoś popychał bliźniego na drogę upadku. Czy jest godziwe nieodezwanie się przy stole – dla zachowania pozytywnych wibracji – kiedy trzeba bronić ludzkiej i Bożej prawdy? Czy milczenie w sytuacji kpiny z dobra, altruizmu czy świętości jest godne chrześcijanina? Czy kumplowskie poklepywanie po ramieniu w imię „przyjaźni”, kiedy trzeba koledze zwrócić uwagę, upomnieć go lub nawet nim wstrząsnąć, uznamy za cnotę? Nawet kłótnia może być święta! Wszak istnieje święte wzburzenie. Jan Paweł II krzyczał do nas wniebogłosy, upominając się o świętość małżeństwa i rodziny oraz o ewangeliczne wychowanie potomstwa. Współczesna tresura, nakazująca tolerancję wszystkiego, wymaga sprzeciwu, czasem nawet konieczności narażenia się grupom uważającym się za wyrocznię. Jezus powiedział: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię (Łk 12, 49). To też Ewangelia. Myślę, że zdrowej niezgody na niecne postępki, zwłaszcza te wykonywane pod płaszczykiem „zbożnych” czynności czy „szczytnych celów”, uczy nas dzisiaj Mistrz z Nazaretu. Primum: zauważyć ten proces czający się we mnie. Secundum: być krytycznym wobec świata. W dzisiejszej Ewangelii Zbawiciel jest naprawdę zdenerwowany, widząc, co zrobiono z domem Jego Ojca. Nie używa gładkich słów i dyplomatycznych gestów. Zagrożona jest bowiem wielka wartość. Najważniejsza świątynia świata miała za cel ukazanie Oblicza Boga prawdziwego i przygotowanie do objawiania jeszcze wspanialszej świątyni, dosłownej obecności Boga wśród ludzi – Syna Bożego. Na skutek ludzkich kalkulacji stała się ona niemal jaskinią zbójców, po łacinie: spelunca latronum. Dlatego reakcja Syna Bożego musiała być aż tak radykalna. Jezusowy gest mówi: w tym miejscu absolutnie nie o to chodzi! „Świątynia to miejsce składania ofiar miłych Bogu. Pan Jezus złożył swojemu Przedwiecznemu Ojcu ofiarę miłości z samego siebie. Ta Jego miłość, w której wytrwał nawet w godzinie największej udręki, ogarnia nas wszystkich, poprzez kolejne pokolenia i każdego poszczególnie, kto się do Niego przybliża” (o. Jacek Salij). O to chodzi w autentycznym kulcie świątynnym.
Od lewej: Kustosz Stanowy- br. Jerzy Wisłocki,
Radca Stanowy- br. Dariusz Markowicz, Delegat Stanowy- br. Michał Bartoszko, Sekretarz Stanowy- br. Marcin Piętak, Skarbnik Stanowy- br. Rafał Szczypta
Podczas XVI Konwencji Stanowej Rycerzy Kolumba w Polsce zostały wybrane nowe władze polskiej jurysdykcji.
16 maja 2026 r. w Licheniu ponad 300 delegatów z całej Polski najpierw wysłuchało sprawozdania z działalności bieżącego roku bratniego pod kierownictwem Tomasza Wawrzkowicza-Delegata Stanowego i Krzysztofa Zubę-Sekretarza Stanowego. W dalszej części spotkania wyłoniono nowy zarząd polskiej jurysdykcji Rycerzy Kolumba. Oto skład nowowybranej Rady Stanowej: Delegat Stanowy- Michał Bartoszko, Sekretarz Stanowy- Marcin Piętak, Skarbnik Stanowy- Rafał Szczypta, Radca Stanowy-Dariusz Markowicz, Kustosz Stanowy- Jerzy Wisłocki.
Rozważanie podczas Apelu Jasnogórskiego poprowadził ks. st. bryg. dr Jan Krynicki, Kapelan Krajowy Strażaków oraz proboszcz parafii bł. Karoliny w Rzeszowie. W swojej refleksji ukazał głęboką duchową tożsamość strażaka, przedstawiając go jako ucznia i misjonarza. Kapłan podkreślił, że strażak to przede wszystkim uczeń – człowiek, który nieustannie się rozwija, doskonali swoje umiejętności, ale także uczy się wartości: odwagi, odpowiedzialności, solidarności i bezinteresownej służby. Zwrócił uwagę, że w codziennych zmaganiach strażak uczy się pokory wobec potęgi żywiołów oraz zaufania – Bogu i drugiemu człowiekowi. To także uczeń życia, które często nie daje prostych odpowiedzi, a wymaga cierpliwości, wytrwałości i milczenia wobec ludzkiego cierpienia. Drugim ważnym wymiarem powołania strażaka jest jego misja. Strażak – jak zaznaczył ks. Krynicki – jest misjonarzem, który nie wyjeżdża na odległe krańce świata, ale każdego dnia podejmuje swoją służbę tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. Jego językiem są konkretne czyny: ratowanie życia, niesienie pomocy, obecność przy człowieku w najtrudniejszych chwilach. To misja pełna poświęcenia, odwagi i gotowości do działania, nawet w obliczu niepewności i cierpienia. W modlitwie skierowanej do Matki Bożej strażacy zawierzyli swoją służbę. Szczególną troską objęto także rodziny strażaków, które na co dzień towarzyszą im poprzez wsparcie, modlitwę i cierpliwe oczekiwanie. Nie zabrakło również pamięci o tych strażakach, którzy zakończyli już swoją ziemską służbę i odeszli na wieczną wartę – modlono się o ich pokój i życie wieczne. Tegoroczny Apel Jasnogórski był nie tylko wyrazem wdzięczności za dar służby, ale także głębokim duchowym umocnieniem dla wszystkich strażaków.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.