Jest święta, do której ludzie wołają, gdy lekarze rozkładają ręce. Mowa o św. Marii Goretti, młodej włoskiej męczennicy, która broniła swojej czystości. To przez nią od lat wierni zwracają się do Boga w sytuacjach wydawałoby się „bez wyjścia”. Już wkrótce po jej beatyfikacji zaczęto dokumentować zdarzenia, które Kościół poddawał szczegółowym badaniom, a które nie pozostawiały wątpliwości – Bóg interweniuje w życie chorych za wstawiennictwem młodej męczennicy.
Kiedy medycyna milczy
Anna Grossi była mieszkanką Musumarry z Albano Laziale we Włoszech. W maju 1947 r. kobieta zachorowała na zapalenie opłucnej. Jej stan gwałtownie się pogarszał. Wystąpiły wysoka gorączka i ból, a w jamie opłucnej gromadził się płyn – wszystko to wyglądało źle. Lekarze nie dawali jej szans, mówili bliskim, by przygotowali się na pogrzeb. Pacjentka jednak nie dawała za wygraną, zamiast uciec w rozpacz, zaczęła się żarliwie modlić do Marii Goretti, którą w kwietniu tamtego roku ogłoszono błogosławioną. I wtedy stało się coś, co w dokumentacji medycznej pozostaje bez odpowiedzi: gorączka nagle spadła, pozostałe objawy też ustąpiły. Lekarze nie potrafili wyjaśnić nagłego powrotu do zdrowia pani Grossi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
