Lubię sierpień, szczególnie ten w Częstochowie. Bo w tym miesiącu ku Jasnej Górze znów idą, biegną, jadą tysiące ludzi. Zaraźliwe są ich entuzjazm wiary, autentyczność, jakiś niepodrabialny rodzaj szlachetności. Nasz polski fenomen! Wiele razy czułem też dumę, gdy gdzieś na świecie słyszałem miłe słowa o Jasnej Górze... Byliśmy, widzieliśmy to wyjątkowe, cudowne miejsce. Pielgrzymowanie na Jasną Górę w połowie sierpnia ma swoje apogeum. I mimo że od wielu dekad oglądam finał tych rekolekcji w drodze, na zmęczonych, ale radosnych pątników, którzy od rana do zmierzchu wędrują przez centrum Częstochowy do tronu Matki, odczuwam niezmiennie dumę i wzruszenie. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwa wędrówka. Na trasie trzeba się zmagać z własnymi ograniczeniami, zarówno tymi fizycznymi, jak i duchowymi. Zmęczenie powoduje, że pojawiają się wątpliwości co do sensu wędrówki, jednak mimo trudu pielgrzymi idą dalej. W drodze poznaje się nowych ludzi, odkrywa siłę modlitwy, odnajduje się drogę do Boga, do samego siebie, do bliźnich. Podczas marszu porządkuje się coś w głowie, następuje jakieś duchowe odrodzenie. Pielgrzymuje się nie tylko po to, by dojść do celu, ale również, by temu wędrowaniu, temu całemu mozołowi nadać głębszy sens...
Reklama
Dla wielu z nas jasnogórska przestrzeń jest naturalnym miejscem modlitwy, schronieniem przed tymi, którzy nas nie rozumieją, obrażają czy prowokują. Na Jasnej Górze czujemy się jak u siebie, jak w rodzinie – bezpiecznie. Nieprzypadkowo założyciel Niedzieli bp Teodor Kubina umieścił redakcję zaledwie 400 m od sanktuarium, co sprawia, że od 100 lat codziennie jesteśmy przed Cudownym Wizerunkiem, a Regina Poloniae z dumą widnieje w winiecie naszego pisma.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Piesze pielgrzymki na Jasną Górę mają jeszcze jedną właściwość – i to dość nieoczywistą. Ludzie podczas nich zakochują się w sobie, a nawet biorą podczas wędrówki ślub. Przykładem tego są bohaterowie naszego tematu numeru Miłość z Bożym atestem (s. 10-13). Twierdzą oni np., że pielgrzymka odziera z pozorów. „Gdy przychodzą zmęczenie, frustracja, niemoc i nie da się tego ukryć, to przestaje być kolorowo. Na pielgrzymce pokazujesz prawdziwą twarz” – mówi Ewelina, która swojego przyszłego męża na pielgrzymkach poznawała. „Przy takim zmęczeniu wszystko z człowieka wychodzi, nie tylko to, co jest w nim dobre” – dodaje Krzysztof. Ich 5-letnie wspólne pielgrzymowanie znalazło swój finał przed ołtarzem. Dziś mają trójkę dzieci i... taką wiarę, która pomaga im wyznać: „Od samego początku budowaliśmy na Panu Bogu. Jeśli dla obojga małżonków Bóg jest najważniejszy, to wszelkie nawałnice można przetrwać”.
Ktoś może pomyśleć, że to zbyt sielankowy przykład, że taka miłość zdarza się nielicznym. Nic bardziej mylnego. Jeśli wiara jest jak światło na drodze, jeśli to ona wskazuje kierunek wędrówki, to nie pozwala też zbłądzić, daje szansę na unikanie zasadzek. Niestety, wielu ma własne wyobrażenia na temat wiary i przeżywa ją po swojemu. Oficjalnie są chrześcijanami, ale ich obyczaje, sposób myślenia, postępowanie mało mają wspólnego z chrześcijaństwem. Swoją wiarę oceniają tak, jak ocenia ją świat; mierzą ją taką samą miarą, jaką mierzy świat. Zapominają, że miara świata jest zupełnie inna niż miara Chrystusowa... Przykładem tego jest dzisiejsze rozumienie małżeństwa i rodziny. Od wielu dekad widzimy, z jaką determinacją niszczone są te dwie podstawowe instytucje, które nie tylko decydują o szczęściu człowieka, ale też są podstawą całej społecznej konstrukcji. Zapomina się lub umniejsza prawdę, że sakramentalne małżeństwo i rodzina to Boży projekt. Że projekt ten nie zrealizuje się sam, że małżeństwo wymaga pracy. Inaczej nie da się miłości utrzymać przez kolejne lata, bo życie bywa niełatwe, skomplikowane i nieprzewidywalne. Zapomina się lub umniejsza prawdę, że miłość to nie zabawa ani przygoda. To wyjątkowo poważna sprawa, która może wymknąć się z rąk, jeśli nie oprze się jej na solidnym fundamencie. Życie bowiem ulega nieustannej przemianie. Upływ czasu wygasza namiętności, ale nie zabije miłości. Zakochanie mija, ale miłość przetrwa. Przetrwa, jeśli ten fundament miał Boży atest.
