Tuż po tym jak zakończyły się dożynki i świętowanie związane ze zbożem nadchodził czas na kopanie. Wszak ziemniak wraz z kiszoną kapustą był podstawą żywienia ludności wiejskiej przez całą zimę. Trzeba było w pogodę go wykopać, aby nie gnił i jak najszybciej skopcować i okryć, aby nie zmarzł. Kopano ręcznie motykami i trwało to od kilku dni do paru tygodni ponieważ jedni pomagali drugim, aż cała wieś się uporała z robotą.
Wykopki to był czas ciężkiej fizycznej i żmudnej pracy. Dawniej kopaczek nie było, tylko gracami się kopało i robiły to głównie kobiety. Mężczyźni zwozili końmi lub znosili w koszach wykopane kartofle pod chałupy. W pole szło się często na cały dzień od rana do wieczora, a że już dni były chłodne, często palono ogniska z chmieliny, gdzie w popiele zagrzebywano ziemniaki. W pole brało się ze sobą butelki zsiadłego mleka, sól i na miedzy jadło się wówczas taki obiad. Sąsiedzi jedni drugim pomagali, aby zdążyć przed deszczem, zimnem i słotą. Dużo się wtedy rozmawiało, opowiadało, czasem śpiewało – na przykład: „Zachodźże, słoneczko, skoro masz zachodzić, bo mnie nogi bolą, po tym polu chodzić. Nogi bolą chodzić, ręce bolą robić. zachodźże, słoneczko, skoro masz zachodzić. Za las, słonko za las! nie wyglądaj na nas, wrócisz tutaj jutro, jak będzie raniutko”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Jak wspominają najstarsi rano bywało zimno, mgliście, ziemia często była twarda, spieczona po sierpniowym słońcu, ręce bolały bardzo od motyki - „to była ciężka robota, ale przyszedł do domu człek radosny, uśmiechnięty. I jeszcze obrządek w domu trzeba było zrobić i każdy to zrobił i było zadowolenie, bo się zrobiło, bo się zdążyło”.
Dopiero w kolejnych latach XX wieku pojawiły się kopaczki konne, a następnie traktory i maszyny. To, co usprawniło i przyśpieszyło wykopki czasem nawet do jednego dnia, sprawiło, że zanikły ogniska, zagrzebywane w popiele kartofle i na zawsze przepadł zapach i klimat tradycyjnego obrzędu. Dziś nawet plecione, wiklinowe kosze tzw. kartoflaki odchodzą w zapomnienie. Co to były dokopany też niewielu pamięta…
Podobnie jak dożynki wieńczyły zbiory zbóż, tak dokopiny [różne nazwy w różnych regionach Polski] stanowiły symboliczne podsumowanie ciężkiej pracy w polu, łącząc elementy dawnych rytuałów z biesiadą. W sobotę po zakończonych wykopkach, przy pieczeniu chleba kobiety wkładały do pieca chlebowego babkę ziemniaczaną ze skwarkami, którą podawano z gęstą śmietaną. W niektórych regionach robiono też kiszkę ziemniaczaną z cebulą i boczkiem również zapiekaną w piecu chlebowym. Był to niezwykły rarytas.
Puste pola po kartoflach oraz zaorane ściernie były świadectwem nieuchronnie zbliżającej się jesieni. Gdy dym z ognisk ciężko snuł się po ziemi znaczyło to, ze przymrozki i zima już blisko. Odlatywały ptaki na zimę, pustoszały łąki i sady. Wykopywano warzywa z ogródków. Na końcu zaś wycinano kapustę ale to już inna opowieść…
