Reklama

Opowieść wigilijna

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pojawiła się w jego życiu nagle. Jak błysk gromu, meteoryt, olśnienie. Był zupełnie zaskoczony siłą doznań, tym bardziej, że nigdy wcześniej nie ulegał wzruszeniom. Z natury poważny, a nawet surowy, potrafił opanować emocje i nigdy nie pokazał co naprawdę ukrywa we wnętrzu. Skłonność do eksponowania uczuć, nadmierna pobudliwość czy egzaltacja dobra była dla słabeusza i mazgaja, a nie dla niego. Cenił swą siłę i niezależność, dlatego pobłażanie kaprysom i nastrojom uważał za zagrożenie dla zdobytej pozycji i prestiżu. Tymczasem świat stanął na głowie, bo raptem zapomniał o zasadach i prawie bez protestu dał się porwać nieznanym tęsknotom, i marzeniom. Na pozór wydawał się spokojny, a nawet obojętny, ale w środku kipiał czułością i zachwytem. Od początku uległ jej magicznej urodzie i jeżeli udawał opryskliwego gbura to tylko po to, by skutecznie ochronić swą tajemnicę. W rzeczywistości przy pierwszym kontakcie zbaraniał i ogłupiał, można by było powiedzieć, że zdębiał, gdyby nie fakt, że od zarania był prawdziwym dębem. Potężnym i wspaniałym królem lasu, natomiast ona smukłą i piękną jodełką. Rosła tuż obok, ale dopóki przypominała wątłą miotełkę nie zwracał na nią uwagi. Co innego teraz, kiedy wystrzeliła w górę i czarowała wdziękiem. Widział jakie wrażenie robi na otoczeniu. Nie zdołał ukryć swego podziwu i wyniosły jesion i sękaty grab, a nawet powściągliwy i dostojny modrzew. Dąb był spokojny o swoją pozycję bo zauważył, że jodełka ignoruje innych i lgnie do niego. To oczywiste, że w takiej sytuacji chciał nie tylko imponować, ale też się podobać. W tym czasie kończyło się lato i nadchodziła wielka pani Jesień. Dąb wiedział co to znaczy i dlatego czuł się nieszczególnie. Cóż z tego, że wyzłoci i ubarwi liście, skoro za chwilę je spopieli i strąci na ziemię. Rozumiał, że taka jest jej rola, ale krępował się nagości i z obawą oczekiwał reakcji jodełki. Niepotrzebnie. Gdy opadł już ostatni liść spojrzała na niego z podziwem i powiedziała. - Teraz dopiero widać jaki jesteś potężny. Istotnie. Grube, rozłożyste konary tchnęły taką siłą, że wydawało się jakby podtrzymywały niebo.
Z każdym dniem krzepła ich autentyczna i gorąca przyjaźń. Bez specjalnych targów i okoliczności podzielili się rolami. Dąb przeważnie słuchał, a jodełka paplała. O leśnych plotkach, tajemnicach, miejscowych romansach i rozłąkach, o złych duchach i dobrych skrzatach. Było im z sobą dobrze. Jemu radośnie, a jej bezpiecznie. Cóż z tego, że właśnie przyszły jesienne słoty i szalały wściekłe wichury. Dąb zwyczajnie kpił z wiatrów i ani drgnął, choć dęły z całych sił. Jodełka wówczas kryła się za jego ogromnym torsem, a tam nie miał prawa dotrzeć nawet najlżejszy powiew. Czasami coś jej opowiadał. Wyrastał ponad las, więc widział daleko. Czasami wypatrzył kosmatego dzika lub dumnego jelenia, płochliwą sarnę czy zwinnego zająca. Przeważnie miał dobry nastrój, chyba że dokuczyły mu wiewiórki. Kiedy szukały ostatnich żołędzi albo urządzały sobie psoty i harce potrafiły całymi godzinami gonić po nim w górę i w dół niemiłosiernie przy tym drapiąc ostrymi pazurkami. Nie cierpiał takich pieszczot, więc wtedy był zły.
Czas upływał szybko, dnie stawały się coraz krótsze, a noce bardziej mroźne. W końcu sypnęło śniegiem. Któregoś poranka obudził się wcześnie i w pełnym świetle zobaczył jodełkę osrebrzoną puchem. Nigdy jej wcześniej w takiej scenerii nie widział. Była wyjątkowo piękna. Patrzył na nią długo jakby chciał na zawsze utrwalić zachwycający obraz. Czuł jak ogarnia go tkliwość, a jednocześnie jakiś nieokreślony niepokój. Niewinne płatki śniegu były złym zwiastunem. Z bogatego doświadczenia wiedział, że zimą pojawiają się w lesie ludzie i wcale nie po to by zbierać jagody lub grzyby. Pamiętał z młodości dzień, który wrył się w pamięć i na zawsze tam pozostał. Wtedy żył jeszcze jego dziadek. Był nawet większy niż on teraz. Dopadła dziadka rozwrzeszczana gromada i jakimiś okrutnymi przyrządami zaczęła się wgryzać w jego ogromny pień. Las rozbrzmiewał nieprzyjemnym warkotem, który płoszył zwierzynę i budził trwogę. Operacja trwała długo, aż wreszcie ludzie rozpierzchli się w popłochu. Usłyszał nagle głuchy jęk i wspaniałe drzewo z impetem runęło w dół. Zatrzęsła się ziemia pod gigantycznym ciężarem, las zaszlochał echem i oniemiały zamarł. Dziadek leżał wśród rumowiska połamanych gałęzi i już nigdy się nie podniósł.
Zima potężniała. Śnieg padał obficie i często. Jodełka była coraz bardziej radosna, a on z każdym dniem posępniał. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że bliskie jest nieszczęście. Niestety miał rację. Akurat przetarło się niebo i nawet wyjrzało słońce. Jodełka skrzyła jak brylant i była wyjątkowo szczęśliwa. Nie miała złych przeczuć, bo i skąd, a on nie chciał jej niepokoić odległym wspomnieniem i tragicznym przeczuciem. Wyostrzył uwagę, kiedy usłyszał odległy jeszcze chrzęst śniegu. Po chwili zobaczył jak z daleka zbliżają się dwa czarne punkty. To byli ludzie. Szli wolno i rozglądali się wokół. Może nas ominą, może nie dojrzą, łudził się przez chwilę. Iskra nadziei ustąpiła miejsca głuchej rozpaczy, gdy spostrzegł, że kierują się prosto do jodełki. W najbliższym otoczeniu jej uroda nie miała sobie równej i oni to widzieli. Dąb był bezradny. Natura zespoliła go z ziemią i spętała. Chciał ją ratować, osłonić przed ciosem, ale nie mógł. Gdzieś z wnętrza wydobył jedynie dramatyczny spazm i dreszcz, od którego zadrżały gałęzie i opadły ostatnie żołędzie. Nic więcej. W tym właśnie momencie nieświadoma niczego jodełka wydała jęk i spoczęła w śniegu. Kiedy odzyskał świadomość sypały z nieba ciężkie włochate płaty. Białym całunem przykryły wszystkie ślady. Nigdy więcej nie spojrzał w dół. Wiedział, że tam jest tylko pustka, w której nie ma czego szukać. Od tej chwili patrzył tylko w niebo.
Jodełka obolała i półprzytomna została wciśnięta między inne drzewka. Nie wiedziała co się dzieje, wnioskowała jedynie, że się przemieszcza, bo czuła pęd. Z zamazanych strzępów zdarzeń układał się jakiś dramat, bez początku i końca, bez wyraźnego kształtu. Fakt ten potęgował panikę i lęk, bo nie mogła dociec przyczyn swojej udręki. Jedynym jasnym punktem w jej sponiewieranym wnętrzu był pojawiający się z rzadka mało czytelny obraz przestronnej polany i potężnego dębu. Impresje te trwały bardzo krótko, bo nad wszystkim dominowało dotkliwe cierpienie. Po podróży bez końca została wniesiona do nieznanego pomieszczenia. Dotąd była wolna, żyła w odkrytej przestrzeni, którą ograniczał jedynie horyzont. Tu czuła się jak przygnieciona wielkim ciężarem, zaczęła dusić się z gorąca. Jak przez mgłę widziała refleksy światła, słyszała natarczywy jazgot. Zaczęto ją tarmosić i ustawiać. Każdą czynność uważała za niezrozumiałą, a przy tym bolesną. Na chwilę zostawiono jodełkę w spokoju. O czymś radzono i decydowano. Była pewna, że cała uwaga skupia się na niej i wnet doświadczy kolejnej udręki. Istotnie. Zaczęto na niej wieszać kolorowe błyskotki, migające lampki i ciężkie łańcuchy. Przestała reagować, czuła, że zbliża się do końca. I wówczas ujrzała, jak czarne niebo za oknem przecina gwiazda. Bardziej instynktem niż świadomie pojęła, że ją wzywa. I kiedy na podłogę spadła z gałązki pierwsza szpilka to właśnie wtedy z jodełki uleciała zmęczona dusza. Nareszcie wolna wzbiła się w górę i popłynęła za głosem i świetlistym znakiem.
Odrętwiały las tonął w głuchej ciszy. Gdzieś w środku majaczyły kontury dębu. Stał nieruchomo i z uporem spoglądał w niebo. Aż przyszedł czas, kiedy w tle atramentowej nocy zobaczył srebrną smugę. Znaczyła błyszczący szlak gwiazdy. Być może wiedzieli, że jest to ich wspólna gwiazda.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek wciąż uczy, jak odbudowywać Kościół

2026-10-05 08:05

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

odpust parafialny

Joanna Popławska

Św. Franciszek wciąż inspiruje po 800 latach

Św. Franciszek wciąż inspiruje po 800 latach

W 800. rocznicę śmierci św. Franciszka z Asyżu parafia nosząca jego wezwanie w Łodzi przeżywała uroczystość odpustową. Eucharystia była jednocześnie zwieńczeniem tygodniowych misji parafialnych prowadzonych przez braci kapucynów. — To wszystko, co wydarzyło się w tym tygodniu, ma być zaniesione do twojego życia — mówił br. Grzegorz Dziedzic OFMCap.

— Przez tydzień przygotowywaliśmy się do 800. rocznicy śmierci św. Franciszka poprzez święte misje, które w naszej parafii prowadzili bracia kapucyni Michał Stec i Grzegorz Dziedzic — mówił na rozpoczęcie Eucharystii proboszcz ks. Andrzej Michalak.
CZYTAJ DALEJ

Nie wiesz, co dalej? Maryja pokazuje, od czego zacząć

2026-10-04 21:04

[ TEMATY ]

Różaniec 2026

www.pexels.com

Nie zawsze wiemy, dokąd prowadzi nas życie. Maryja w chwili Zwiastowania również nie znała całej przyszłości. Wiedziała tylko, komu może zaufać. Jeśli stoisz przed ważną decyzją, weź dziś Różaniec i zrób z Nią pierwszy krok.

W październiku mamy dla Ciebie 31 powodów, żeby wziąć Różaniec do ręki. Każdego dnia – jeden powód, jedna tajemnica, jedna intencja.
CZYTAJ DALEJ

„Z samego dna wydobył mnie ten cudowny koralik”. Poruszające świadectwo Dariusza Stemplewskiego

2026-10-05 20:58

[ TEMATY ]

świadectwo

Karolina Krasowska

Dariusz Stemplewski zaprasza do udziału w akcji "Ratujmy świat z Maryją - Różaniec 24H"

Dariusz Stemplewski zaprasza do udziału w akcji Ratujmy świat z Maryją - Różaniec 24H

W roku jubileuszu 200-lecia Żywego Różańca do sanktuarium w Rokitnie pielgrzymowali członkowie Róż Żywego Różańca i Apostolatu Margaretka. Podczas spotkania, na które złożyły się wspólna modlitwa, koncert oraz Msza św., poruszające świadectwo wygłosił Dariusz Stemplewski. Jego słowa przypominają, że w dobie narastającego niepokoju i osobistych kryzysów, różaniec wciąż pozostaje potężnym ratunkiem i kołem ratunkowym wyciągającym z najgłębszych życiowych dołków.

Żyjemy w czasach, w których nie ma już miejsca na półśrodki. Wydarzenia zaledwie z ostatniego tygodnia – informacja o powstaniu "abortomatu" w Warszawie czy profanacja figury Matki Bożej przez dwóch młodych ludzi, którzy na nią wskoczyli, udając akt seksualny i ją policzkując – dają wiele do myślenia. Jeśli ktoś zastanawiał się, czy nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca jest dziś ważne i czy to, co mówiła Matka Boża w Fatimie o wynagradzaniu, wciąż pozostaje aktualne, ma przed sobą jasną odpowiedź.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję