Reklama

Jak jeden dzień

Niedziela bielsko-żywiecka 7/2007

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Renata Jochymek: - Prawie przed 50 laty przybył Ksiądz do Porąbki. Spodobało się tutaj?

Ks. Józef Strączek: - Tak, dokładnie 20 lutego mija 50 lat od czasu, gdy odprawiłem pierwszą Mszę św. w kościele Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Porąbce. Był to okres dla Polski ciężki, czasy stalinowskie. Metropolita krakowski polecił mi pójść do Porąbki na początku 1956 r., ale musieliśmy wszyscy przeżyć Czerwiec’56 i jego bezpośrednie konsekwencje, bym mógł otrzymać zgodę władz świeckich na przesiedlenie. Takie były czasy. Trwało to prawie rok. Władze komunistyczne chciały zawładnąć wszystkimi dziedzinami życia, Kościołem też. Na szczęście im się nie udało. Próbowano ograniczyć liczbę księży i zwlekanie z pozwoleniem dla mnie na zamieszkanie w Porąbce miało właśnie ten cel. Pozwolenie otrzymałem dopiero po zmianach w 1956 r. Zaraz pojechałem w góry i tak tutaj sobie mieszkam. 50 lat na tym samym miejscu.

- Kiedy poczuł Ksiądz kapłańskie powołanie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Na pewno wpływ miała atmosfera domowa, zwłaszcza postawa matki, która była osobą niezwykle religijną i prawą. Ambicją mamy było to, żeby któryś z synów był wykształcony. Wpływ na podjęcie decyzji, co dalej, miała też religijna atmosfera gimnazjum w Myślenicach, do którego chodziłem. Nasi profesorowie byli ludźmi wielkiej mądrości i prawości serca. Pochodzę z wielodzietnej rodziny, z malowniczego Pcimia. To miejscowość leżąca na trasie Kraków - Zakopane. Było nas pięcioro rodzeństwa. Po matce otrzymałem dar pobożności, po ojcu gospodarności i zaradności. Oba mi się przydawały w pasterzowaniu.

- Gdzie Księdza skierowano na pierwszą duszpasterską posługę?

- Daleko od domu. Do Wilkowic, nieopodal Bielska. Prawdopodobnie wpływ na wybór miejsca mojego zamieszkania miał rektor seminarium, ks. Szymon Chanuszek, bo w Wilkowicach miał chorego kolegę z roku, a ja przez trzy ostatnie lata w seminarium pełniłem funkcję infirmarza, czyli byłem pielęgniarzem chorych kleryków. Do Wilkowic przyjechałem w sierpniu 1939, a już we wrześniu Bielsko zostało wcielone do III Rzeszy. Przydało mi się wówczas zamiłowanie do języków obcych. Odprawiałem Mszę św. dla nielicznych Niemców po niemiecku. Będąc w Rzeszy, mogłem wiele razy jeździć do Wiednia. Nauczyłem się grać na zakupionej fisharmonii, bo miejscowe siostry dawały mi przez rok fachowe lekcje. Ale trwała wojna. Wielu księży aresztowano. Przeżyłem też chwile grozy, gdy np. po odprawieniu w sąsiedniej Bystrej dwóch Mszy św. zabrało mnie gestapo. Na szczęście Bóg mnie strzegł - po kilku godzinach wypuszczono mnie.

- Porąbka to druga parafia, w której Ksiądz służy ludziom?

Reklama

- Czwarta! Jeszcze w czasie wojny przeniesiono mnie do Komorowic. Tam też było dużo Niemców, lecz przyjeżdżał do nich ksiądz niemiecki, swoją drogą to był moim kolegą z seminarium. Proboszcza z Komorowic wywieziono do Oświęcimia. Miałem tam jednak bardzo gorliwego i serdecznego kolegę, ks. Bolesława Sarnę. Przyjaźniliśmy się bardzo długo, aż do jego śmierci. Ale wróćmy do tamtych lat. Gdy wyszedł z więzienia ks. Skarbek, proboszcz z Oświęcimia, było już bardzo dobrze. Lat wojny nie wspominam źle. Było trudno, ale dało się żyć. Młodziutki wtedy byłem, to i niewiele mi było do szczęścia potrzeba.

- Zasłynął Ksiądz jako proboszcz racjonalizator, dbający o dobro wspólne niezmordowany kierownik grup remontowych złożonych z parafian.

Reklama

- Dla mnie o wiele ważniejsze było dobro duchowe. Niemniej jednak sprawdziłem się też w pracach remontowych. Ważne były trzy etapy budowy: zdobycie pozwolenia na budowę - to było najtrudniejsze. Ponieważ po 1956 r. usunięto religię ze szkół, trzeba było zapewnić dzieciom i katechetom godne warunki nauczania w ramach działalności parafii, a budowa salek - oficjalnie - była niemożliwa do zrealizowania! Pisaliśmy więc podania o pozwolenie na budowę garażu, zaplecza kuchennego itd. W ten sposób udawało nam się sfinalizować niejeden projekt. Salki stanęły! Drugim etapem - też niezwykle skomplikowanym - było zdobycie materiałów; tu trzeba przyznać, że choć jako instytucja religijna oficjalnie mieliśmy zakaz, pomagali nam różni urzędnicy. Można było odwołać się do ich uczuć religijnych. Wielu z nich, choć oficjalnie nie chodziło do kościoła, było ludźmi wierzącymi. Potajemnie przed zwierzchnikami podpisywali nam pozwolenia kupna. Trzecim etapem było zebranie funduszy - na szczęście wszystko wtedy kosztowało relatywnie dużo mniej niż dziś. Ludziom też się lepiej powodziło. „Dużo robić, mało gadać”, to było hasło wszystkich naszych parafian, a do tej społeczności ja przecież też należę. Wiele się robiło, dbało o każdą najdrobniejszą rzecz, np. chcieliśmy poświęcić organy, a tu władza nie pozwoliła nawet na druk zaproszeń! A przecież ta uroczystość - choć nie tak głośna - się odbyła! Trzeba było mieć do siebie zaufanie i dbać o to, żeby niepowołane uszy niczego ważnego nie usłyszały. Baliśmy się kontroli.

- Ksiądz dbał też o najmłodszych. Jako wikariusz, a później młody proboszcz chętnie przebywał Ksiądz z młodzieżą.

- Bardzo lubię młodość. Jest gotowa do wielu wyrzeczeń, szlachetna i tak pozytywnie zbuntowana przeciw niesprawiedliwości. Młodzi ludzie tryskają energią, humorem, chce im się robić różne rzeczy. To też jest trudny okres, bo wówczas szuka się autorytetów, tworzy wartości, którymi będziemy się kierować przez całe życie. W młodych ludziach tkwi wielka potrzeba duchowego przewodnika i może nim zostać kapłan, byleby spełniał wysokie moralne oczekiwania młodych ludzi. Tworzyłem Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, tak obecnie dobrze prosperujące. Po jego rozwiązaniu przez władze komunistyczne, założyłem - już w Rajczy, mojej trzeciej parafii, Żywy Różaniec Dziewcząt, bo to była jedyna formacja, którą akceptowały ówczesne władze świeckie. Znosiliśmy szykany milicji, karano mnie kolegium. Wszystko, cokolwiek z młodzieżą przygotowaliśmy, podciągano pod niedozwolone zebrania. Nawet wycieczkę w góry! W końcu władze kościelne zdecydowały się na rozwiązanie Żywego Różańca Dziewcząt, by uniknąć nasilających się szykan. Postanowiliśmy chronić niewinne dzieci.

- Ksiądz miał bardzo bogate życie. Co uważa Ksiądz za swoją największą przygodę?

Reklama

- Przygodą to trudno nazwać, ale najważniejsze dla mnie były spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Rozmawiałem z nim trzy razy! Pierwszy raz w Rzymie, drugi w Ołomuńcu. Wówczas podszedłem pod stopnie ołtarza, bo chciałem mieć zdjęcie. Zaczęto nas wołać, więc się przedstawiłem. Trzeci raz miałem zaszczyt zamienić kilka słów z Janem Pawłem II w Watykanie, podczas pielgrzymki z Katowic. Wtedy abp Dziwisz zauważył: On ma 83 lata. Ja na to, że już 84. A Ojciec Święty: Tak trzymać!

- Ksiądz posłuchał Papieża. Nadal się świetnie trzyma! Jak to się robi, by, mimo sędziwego wieku, być w tak doskonałej formie?

- Trzeba być optymistą. Wierzyć bardzo mocno i mieć ufność w Bogu. Ale też nie zaniedbywać sportowych zajęć. Dużo się ruszać! Ja jeździłem na rowerze, nartach, śmigałem po górach, z młodzieżą obeszliśmy wzdłuż i wszerz Beskidy! Lubiłem to. Trzeba też dbać o jedzenie. Ja sobie słodyczy nie odmawiam - może się pani „marsem” poczęstuje, to moje ulubione słodkości - ale wolę zjeść gruszkę czy jabłko. To zdrowsze. Podsumowując, trzeba z ufnością patrzeć w przyszłość i radować się tym, co jest, bo jutro może być gorzej. Żyjmy chwilą, cieszmy się z każdej najdrobniejszej rzeczy, która nam się przydarza. I dziękujmy Panu Bogu. On wie, co robi. Ufajmy Mu!

- Czego więc Księdzu życzyć, bo Ksiądz sprawia wrażenie, jakby mu niczego nie brakowało!

- Zdrowia. Ono najważniejsze! Bez niego nic człowieka nie cieszy.

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zobaczyć Go naprawdę potrafi tylko wiara

„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. Wojciech Drab. Tragiczny wypadek motocyklowy

2026-09-21 22:26

[ TEMATY ]

diecezja świdnicka

śmierć kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Wojciech Drab (1971-2026)

W wieku 54 lat zmarł ks. kan. Wojciech Drab, proboszcz parafii św. Barbary w Wałbrzychu i egzorcysta diecezji świdnickiej. O śmierci kapłana poinformowała wałbrzyska parafia.

Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek 21 września około godz. 13.50 na drodze wojewódzkiej nr 426 w Olszowej, w pobliżu węzła autostrady A4. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierujący motocyklem marki BMW, jadąc w kierunku Strzelec Opolskich, po minięciu ronda z nieustalonej przyczyny stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w znaki drogowe. Pomimo podjętej reanimacji jego życia nie udało się uratować. Dokładne okoliczności zdarzenia wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratora. Informację przekazała Dorota Janać, oficer prasowy policji w Strzelcach Opolskich.
CZYTAJ DALEJ

Francja: świat żyje w ciemności, stąd tyle światła z małej iskry

2026-09-24 18:54

[ TEMATY ]

Francja

Notre‑Dame

Papież Leon XIV

iskra nadziei

@Vatican Media

Katedra Notre Dame w Paryżu

Katedra Notre Dame w Paryżu

Dzisiejsze odrodzenie wiary we Francji to iskra, która jasno świeci, bo nasz świat jest pogrążony w ciemności – mówi Vatican News rektor katedry Notre-Dame, który jutro w murach tej odbudowanej po pożarze świątyni będzie podejmował Leona XIV. Podkreśla, że Francja jest krajem misyjnym, lecz chrześcijanie wiedzą, że ich wiara to skarb, którym nigdy nie przestaną się dzielić.

Ks. Olivier Ribadeau Dumas zastrzega, że chrześcijaństwo nigdy nie miało we Francji ani w żadnym innym kraju złotej ery. Dziś rzeczywiście mamy do czynienia z odrodzeniem wiary. Jest ono niczym iskra, która jasno świeci, bo nasz świat jest pogrążony w ciemnościach. Katolicy z radością świadczą o swej wierze, bo wiedzą, że ludzie tego naprawdę potrzebują, szukają punktów odniesienia w swoim życiu, chcą w istocie by miłość, którą głosi Chrystus stała się fundamentem ich życia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję