Reklama

Przedsiębiorca - filantrop

Duszpasterze z Buska-Zdroju określają go mianem filantropa i - co może ważniejsze - dobrego, uczciwego człowieka. Mieczysław Sas od 30 lat kieruje znanym w regionie i poza nim Zakładem Metalowo-Kotlarskim SAS, w którym zatrudnia 140 osób. Jest przedsiębiorcą co się zowie - mocno osadzony na rynku, prowadzący dochodową i rozwojową firmę, której pracownicy nigdy nie zostali bez wypłaty. Zamiast serialu w telewizji woli sobie odmówić codzienny Różaniec. Ciężko pracuje przez sześć w dni tygodniu, siódmy zostawiając dla Boga i rodziny

Niedziela kielecka 46/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dorastał i uczył się pracy w biednych czasach powojennej Polski. Urodził się w 1942 r. w Sadłowie, w dawnym województwie warszawskim. Gdy miał 5 lat, całą rodziną wyjechali na tzw. ziemie odzyskane, za pracą, za chlebem.

Urodzony mechanik

Reklama

Osiedli w okolicach Iławy i pracowali w gospodarstwie rolnym, gdzie zbyt wiele chyba tego chleba nie było, gdyż pan Mieczysław, pytany o czas dzieciństwa, mówi zwięźle: była bieda i ciężka harówka. Jak się nie urodziło, jak się nie udało zdać należności „dla państwa” - groziło więzienie, rodzice i pięcioro dzieci pracowali więc w pocie czoła. Jako 14-latek wyruszył na Śląsk do szkoły górniczej; zawsze najbardziej pociągały go kierunki mechaniczne, w których się też wyspecjalizował. Ślusarz, spawacz, budowa maszyn - to wszystko dała mu szkoła w Katowicach. Jak znalazł się w Busku-Zdroju? W Zbludowicach, dzisiaj na przedmieściach Buska, miał babcię od strony taty, do której przyjeżdżał w czasach szkolnych. Od 44 mieszka tutaj na stałe, w Busku poznał żonę Ewę i na tyle wrósł w miejscowe środowisko, stając się ważną poprzez swoją pracę i działalność społeczną dla miasta osobą - że w 2007 r. otrzymał tytuł i statuetkę Buskowianina Roku. Ale to było potem... Jako młody mężczyzna z doświadczeniem w swoim fachu (po ślubie pracował m.in. w zakładzie konstrukcji stalowej) dostrzegł znaczną lukę na rynku - ogromne zapotrzebowanie na kotły centralnego ogrzewania do ówczesnych, jak to się wówczas mówiło - domków jednorodzinnych. W 1980 r. zdecydował się na krok wówczas dość karkołomny, z racji rozlicznych utrudnień i paradoksów rynkowych schyłkowej epoki PRL - własną działalność gospodarczą. Początki były dość skromne.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Najpierw w garażu

Zaczynał jak wielu innych, czyli we własnym garażu - on i pracownik, a jakby się nie powiodło - miał gdzie wracać, brakowało doświadczonych mechaników budowy maszyn. Początkowo jego firma funkcjonowała w zasadzie jako zakład rzemieślniczy (trzeba się było zrzeszyć w spółdzielni rzemieślniczej, aby zakupić materiał do produkcji). Ponieważ dość szybko posypały się zamówienia na kotły CO, poszerzył ofertę o usługę hydrauliczną („miałem zapisy na 2 lata” - mówi). Trzeba było gromadzić sprzęt, kupić a to spawarkę, a to przecinarkę; żona trochę się obawiała - bo co się zarobiło, to szło w zakład, ale firma Mieczysława Sasa ostała się na niepewnym rynku, rozrastała. Do pracujących pięciu osób dołączali następni - do 1990 r. było ich 17. Zmiana ustroju z wprowadzaniem zasad demokracji rynkowej otworzyła zupełnie nowe możliwości przed buskim biznesmenem. - Skończyły się „domiary” i szukanie dziur w całym - mówi Sas.
Zakład produkcji kotłów rozrastał się na bazie zakupionego od zbankrutowanej spółki zakładu konstrukcji stalowej, niemal po sąsiedzku z domem rodzinnym państwa Sasów. Był zatem spory teren, budynki, było się gdzie rozbudowywać - firma ruszyła pełną parą, szła produkcja kotłów węglowych i gazowych, przedsięwzięcie okazało się potrzebne i dochodowe.

Zakład Metalowo-Kotlarski SAS

Okazały biurowiec, powiewają zielone flagi z rozpoznawalnym logo firmy (ta zieleń dominująca w wystroju i promocji firmy to symboliczny znak, że zakład stawia na ekologię), w tle hale produkcyjne, przed zakładem trawniki z zadbaną zielenią, parkingi - wszędzie rozruch, ciężka praca, perspektywy widoczne w sprawdzonej już i ugruntowanej na rynku marce zakładu, w rozwojowości, w satysfakcji pracowników.
Jest ich obecnie 140. - Żaden nie zarabia poniżej średniej krajowej brutto, a raczej nieco więcej. Co tydzień pracownicy otrzymują czystą zmianę ubrań, te brudne wędrują do pralni, każdy ma do dyspozycji szafkę na swoje rzeczy, niezbędne środki czystości, na stołówce - kawa, herbata, zimne napoje. Jak święta Bożego Narodzenia - to świąteczne paczki dla dzieci pracowników, to wspólny opłatek. Biurowiec firmy prezentuje wysoki standard - pracuje tam administracja, programiści, informatycy, przy wejściu skarbona, do której wrzuca się datki na powstające w Busku hospicjum im. Matki Teresy z Kalkuty. Pan Mieczysław nie traci czasu na zbędne gawędy - jest osobą zajętą, z czasem ściśle reglamentowanym, ale i tak w drodze do hal produkcyjnych wciąż jest zatrzymywany przez pracowników w tysiącznych sprawach wymagających jego oceny czy decyzji. Z dumą prowadzi do wycinarki laserowej. Elementy kotłów wycinane są na maszynach sterowanych numerycznie, a operacje cięcia wykonywane są na wysokiej klasy wycinarkach laserowych. Technika wycinania laserowego zapewnia bardzo dużą precyzję wykonania wyrobów i szybkość produkcji, umożliwia uzyskiwanie krawędzi o bardzo wysokiej jakości bez wymogu późniejszej obróbki. - Wcześniej pracowało się na prasach mechanicznych, konieczna była matryca, teraz - na komputerze zaprojektuje się każdy detal, no i w zakładzie jest znacznie ciszej - wyjaśnia Sas. Planuje zakup jeszcze jednego urządzenia laserowego.
Produkty SAS odznaczają się wysokimi standardami jakościowymi dzięki zastosowaniu wybitnie nowoczesnego parku maszynowego i nowych technologii - pozwala to na zorganizowanie wszystkich procesów produkcyjnych w formie linii produkcyjnej.
Firma się rozrosła, okrzepła na rynku. Chyba najtrudniejsze czasy już za nimi. Nie jest łatwo utrzymać się na rynku. Trzeba być na bieżąco, szukać luk, oceniać potrzeby, nie dać się konkurencji i dbać o klienta. Do tego cała sfera promocji, marketingu, wizerunku firmy - musi nad tym czuwać fachowy zespół, trzeba niemałe środki kierować na reklamę, cóż, takie czasy, takie oczekiwania…
W sferze zawodowej Mieczysław Sas planuje budowę w pełni zmechanizowanej lakierni proszkowej. A w sferze osobistej? - Zawsze chodzi mi o to, żeby człowiek nie zmienił się pod względem osobowości, charakteru, żeby Pan Bóg pomógł mu iść w tym właściwym kierunku - mówi przedsiębiorca.

Msza św., siódma rano

- Tak wcześnie, w niedzielę…? - Wcześnie? Wcale tak nie uważam. Dla mnie akurat. Codziennie wstaję o piątej, więc ta siódma rano w niedzielę pasuje mi idealnie, to jest właśnie moja Msza św. - mówi Mieczysław Sas.
Z sentymentem wspomina czasy tworzenia parafii św. Brata Alberta w Busku-Zdroju, do której należy i w budowę której ma swój wkład. - Ta budowa kościoła bardzo wtedy ludzi zbliżyła, wszyscy starali się pomóc w miarę swoich możliwości - uważa. Wspomina, jak najpierw parafia funkcjonowała przy sanatoryjnej kaplicy św. Anny, jak to pierwszy proboszcz ks. Franciszek Berak musiał wydeptywać różne ścieżki w sprawach parafii - bo przecież były to czasy PRL, jak cieszyło, gdy rosły mury kościoła. Pan Mieczysław zwraca uwagę na charytatywny rys parafii, wymieniając choćby Stowarzyszenie św. Brata Alberta, które organizuje pomoc ubogim, a najbardziej znaną akcją są doroczne wigilie, które on - jak członek stowarzyszenia - także wspomaga. - Filantrop? - Jak człowiek coś ma, jak potrafi zdobyć środki, trzeba umieć się tym podzielić. Tak uczył Jezus, tak uczył Jan Paweł II - mówi po prostu.
- Dla nas, księży, to ktoś naprawdę nieoceniony, do kogo zawsze można się zwrócić o pomoc - mówi ks. Marek Podyma, proboszcz parafii św. Brata Alberta. - Konstrukcja stalowa kościoła, więźba - to wszystko dar pracy firmy SAS, praktycznie za darmo (liczono tylko za materiał). - Fundowanie witraży, doroczne wspieranie buskiego festiwalu im. K. Jamroz, harcerze, szkoły, biedacy, sportowcy, opieka nad własnymi pracownikami - wylicza Ksiądz Proboszcz.
Pełen uznania dla Mieczysława Sasa jest także ks. Tadeusz Szlachta, proboszcz buskiej parafii Niepokalanego Poczęcia NMP. - Pomimo wielu otrzymanych tytułów, nagród, wyróżnień pan Mieczysław pozostał sobą - skromnym, dobrym człowiekiem, a przy tym wzorowym katolikiem i pracodawcą jakich mało - uważa ks. Szlachta.
W gabinecie - cała kolekcja pucharów, statuetek, dyplomów. „Skrzydła” 2004, „Lider Przedsiębiorczości” 2005, „Buskowianin Roku” 2007, „Świętokrzyska Nagroda Jakości” 2008, „EuroPartner” 2008; podziękowania - puchary, dyplomy, posążki od m.in. sekcji bokserskiej, druhów - strażaków, szkół, domów kultury, organizacji turystycznych…
Piękny krzyż z drzewa oliwnego - prezent z Sycylii, od ks. Bodzionego, wówczas misjonarza. Ten krzyż wisi w gabinecie pana Mieczysława i nie jest bynajmniej tylko ozdobnikiem, pozostającym w zgodzie ze światopoglądem gospodarza tego okazałego gabinetu o dużych oknach i krytych zieloną skórą fotelach. - Kilka lat temu przyłożyłem się solidnie, regularnie do Różańca, a jak zacząłem, tak bym dzisiaj chyba bez niego nie zasnął - mówi, nie bez pewnego oporu, buski biznesmen (no bo kto lubi opowiadać, jak się modli…?). Przyznaje się także do przywiązania do Koronki do Miłosierdzia Bożego i ogromnego wrażenia, jakie uczyniło na nim Medjugorie. - Byłem na pielgrzymkach w Ziemi Świętej, Turcji, Meksyku, byłem w Lourdes i w Fatimie. Wszędzie ludzie się modlą, wszędzie czuje się Boga, ale w Medjugorie jest wspaniała atmosfera nieustającej modlitwy i złączenia ludzi w tej modlitwie - mówi.
Zwykle pracuje długo, do 12 godzin dziennie, w soboty różnie (lubi dopilnować porządku w parku maszynowym). W niedzielę - nigdy. Jaka jest ta niedziela? Zwyczajna, z żoną Ewą, niekiedy z córkami Agnieszką i Małgorzatą (ukończyły kierunki humanistyczne - filologię polską i historię, ale także specjalizacje podyplomowe, dzięki czemu sprawnie pomagają ojcu w firmie). A zetem niedziela i poranna Msza św., żona ugotuje obiad, po południu może być spacer albo relaks w przydomowym ogrodzie. Ten ogród i jego doglądanie to jedna z przyjemności Mieczysława Sasa. Dba o trawnik i niewielkie oczko wodne, przycina krzewy iglaste, troszczy się o wymagające królowe kwiatów - róże, których zgromadził ok. stu. Już w październiku je przyciął, zabezpieczył przed zimą, bo „pierwszy jesienny przymrozek niekorzystnie wpływa na kwitnienie w przyszłym roku”.
Pieniądze są dla ludzi - uważa. Nie mogą tylko rządzić człowiekiem i kręcić nim jak kukłą, aż zapomni, jakie wartości są w życiu najważniejsze. I że żonę ma się tylko jedną.

W następnym numerze sylwetka Antoniego Jagielskiego z Apostolatu Maryjnego

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Najświętsze Imię Maryja

Niedziela świdnicka 39/2017, str. 8

[ TEMATY ]

wspomnienie Imienia NMP

Ks. Zbigniew Chromy

Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej

Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej
Wśród wielu uroczystości, świąt i wspomnień Najświętszej Maryi Panny, jakich wiele jest w ciągu roku liturgicznego, dowolne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi jest nieco zapomniane, już przez sam fakt, że jest ono dowolne. Święto imienia Maryi zaczęto obchodzić w Hiszpanii, ale dopiero po zwycięstwie odniesionym przez Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, 12 września 1683 r. papież bł. Innocenty XI, na wniosek polskiego króla rozciągnął jego obchód na cały Kościół katolicki. Zgodnie z tradycją i żydowskim zwyczajem Matka Boża cztery dni po swoim urodzeniu otrzymała imię Maryja. Ponieważ Jej urodziny obchodzimy 8 września, stąd 12 września przypada wspomnienie nadania Najświętszej Dziewicy imienia Miriam. To hebrajskie imię oznacza „być pięknym lub wspaniałym”, zaś w języku aramejskim, którym posługiwano się w Palestynie w czasach Jezusa i Maryi, imię to występuje w znaczeniu „Pani”. Gdy zsumujemy znaczenia tego imienia w języku hebrajskim i aramejskim, otrzymamy tytuł „Piękna Pani”. Zatem Maryja to „Piękna Pani”, i tak jest ona nazywana od najdawniejszych czasów. Potwierdziły to badania archeologiczne przeprowadzone w Grocie Nazaretańskiej pod kierownictwem o. Bellarmimo Bagattiego. Największą niespodzianką było wydobycie kamienia z napisem: EMAPIA. To skrót greckiego wyrażenia: „Chaire Maria” (Bądź pozdrowiona, Maryjo). To jedne z najstarszych dowodów czci oddawanej Maryi, Matce Bożej. Po przeprowadzeniu zaś wnikliwych badań archeolodzy doszli do wniosku, że znaleziska te są fragmentami najstarszej świątyni chrześcijańskiej w Nazarecie. Znaleziono tam również dwa inne napisy z końca I wieku. Drugi z nich zawiera dwa słowa: „Piękna Pani”. Kiedy czytamy relacje osób widzących Matkę Bożą, np. św. Katarzyny Labouré, św. Bernadety Soubirous czy Dzieci z Fatimy, wszystkie te osoby nazywają Maryję Piękną Panią. Przejdźmy teraz do samego wspomnienia Najświętszego Imienia Maryi. Wyżej powiedziano, że bł. Innocenty XI wspomnienie to rozciągnął na cały Kościół na wiosek naszego Króla Polski. W 1683 r. potężna turecka armia groziła całej Europie, w tym Stolicy Apostolskiej. Pewny siebie Sułtan Mehmed IV rozmyślał, jak to uczyni z Bazyliki św. Piotra stajnię dla swoich rumaków. Wydawało się, że nie ma już ratunku ani dla oblężonego Wiednia i całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu bł. Innocenty XI wysłał posła do Jana III Sobieskiego z prośbą, aby pośpieszył na odsiecz, podobne poselstwo wysłał cesarz austriacki. Jednak Sejm, mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się. Wtedy to spowiednik króla św. Stanisław Papczyński dzięki Maryi ostatecznie przekonał króla oraz sejm. Matka Boża ukazała się św. Stanisławowi i zapewniła o zwycięstwie. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć. Założyciel Marianów wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego i przemówił tymi słowami: „Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. Sobieski idąc na odsiecz Wiednia, zatrzymał się na Jasnej Górze. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Maryję o pomoc. 12 września Sobieski przed bitwą uczestniczył w dwóch Mszach św., w tej drugiej służąc bł. Markowi d’Aviano jako ministrant. Przystąpił do Komunii św. i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: „W imię Panny Maryi – Panie Boże, dopomóż!”. Polska jazda z imieniem Maryi na ustach ruszyła do ataku, śpiewając „Bogurodzicę”. Armia turecka licząca ok. 200 tys. żołnierzy uciekała przed 23 tys. polskiej jazdy. Atak był tak piorunujący i widowiskowy, że wojska cesarza austriackiego opóźniły swoje uderzenie, żeby podziwiać szarżę naszej husarii. Tego dnia zginęło 25 tys. Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc.
CZYTAJ DALEJ

Wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi

[ TEMATY ]

Matka Boża

Karol Porwich/Niedziela

Imię Maryi czcimy w Kościele w sposób szczególny, ponieważ należy ono do Matki Boga, Królowej nieba i ziemi, Matki miłosierdzia. Dzisiejsze wspomnienie - "imieniny" Matki Bożej - przypominają nam o przywilejach nadanych Maryi przez Boga i wszystkich łaskach, jakie otrzymaliśmy od Boga za Jej pośrednictwem i wstawiennictwem, wzywając Jej Imienia.

Zgodnie z wymogami Prawa mojżeszowego, w piętnaście dni po urodzeniu dziecięcia płci żeńskiej odbywał się obrzęd nadania mu imienia (Kpł 12, 5). Według podania Joachim i Anna wybrali dla swojej córki za wyraźnym wskazaniem Bożym imię Maryja. Jego brzmienie i znaczenie zmieniało się w różnych czasach. Po raz pierwszy spotykamy je w Księdze Wyjścia. Nosiła je siostra Mojżesza (Wj 6, 20; Lb 26, 59 itp.). W czasach Jezusa imię to było wśród niewiast bardzo popularne. Ewangelie i pisma apostolskie przytaczają oprócz Matki Chrystusa cztery Marie: Marię Kleofasową (Mt 27, 55-56; Mk 15, 40; J 19, 25), Marię Magdalenę (Łk 8, 2-3; 23, 49. 50), Marię, matkę św. Marka Ewangelisty (Dz 12, 12; 12, 25) i Marię, siostrę Łazarza (J 11, 1-2; Łk 10, 38). Imię to wymawiano różnie: Miriam, Mariam, Maria, Mariamme, Mariame itp. Imię to posiada również kilkadziesiąt znaczeń. Najczęściej wymienia się m.in. "Mój Pan jest wielki", "Pani" i "Gwiazda morza".
CZYTAJ DALEJ

25. rocznica koronacji obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy

2026-09-12 23:08

Biuro Prasowe AK

- Z Jej relacji do Słowa rodzi się ta niesłychana zdolność Maryi do tworzenia domu, który może oprzeć się każdej burzy, każdej powodzi. Zapatrzmy się w Nią – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas Mszy św. z okazji 25. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy, czczonego w kaplicy Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu.

Na początku uroczystości zgromadzonych w kaplicy Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie powitał kapelan szpitala ks. Lucjan Szczepaniak SCJ. Przypomniał, że Msza św. sprawowana jest z okazji 25. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy, czczonego w szpitalnej kaplicy. – Prosimy o Mszę św., o modlitwę, o dziękczynienie i błogosławieństwo – zwrócił się do kard. Grzegorza Rysia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję