Reklama

Dekalog 5 - nie zabijaj!

Niedziela Ogólnopolska 45/2000

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie wolno zabijać człowieka. Wszyscy się z tym zgadzamy. Życie jest święte. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy rodzi się w nas pewność, że czyjaś śmierć jest wybawieniem z bólu, nieuleczalnej choroby albo kwintesencją sprawiedliwości, karą za zbrodnię na przykład. Domagamy się śmierci zbrodniarza, ponieważ tak mówi nam sumienie. Czy wtedy prawda, że "życie jest święte", przestaje obowiązywać? Jaki jest stosunek do kary śmierci ludzi, którym Bóg nakazuje: "nie będziesz zabijał"? Mówiąc krótko - różny...

"Oko za oko..."

Janka straciła syna kilkanaście lat temu. Głupia śmierć, tak powie. Jeszcze głupszy wymiar sprawiedliwości, doda po chwili. Dziś już jest wyprana z nienawiści, chęci zemsty, odwetu, dochodzenia tak zwanej sprawiedliwości. Ot, zwyczajna starsza pani bawiąca wnuki, dzieci zamordowanego syna, utwierdzona w przekonaniu, że prawdziwa kara czeka zbrodniarkę dopiero tam - palcem pokazuje niebo. Bóg ją rozliczy. On jeden wie, jak było naprawdę, i nie będzie przy tym żadnego uczonego psychologa, ze swoją przemądrzałą opinią, że można zabić człowieka i nie pójść nawet do więzienia.
Janka twierdziła kiedyś, że karą za śmierć powinna być śmierć. Każda inna kara to półkara, niby-kara, udawanie sprawiedliwości, zwyczajne oszustwo. Ryśka zabiła Halinka - jego żona od 10 lat, matka trójki dzieci, bufetowa z zawodu. Zabiła, bo za dużo piła, a Rysiek już nie chciał wódki w domu. Zabiła, bo przestała kochać Ryśka, przynajmniej wtedy, gdy dźgała go nożem bez opamiętania. Trzydzieści dziur. A mimo to nie umarł od razu. Skonał po tygodniu w szpitalu. Nie powiedział ani słowa, chociaż Janka, jego matka, tak go prosiła. Teraz jednak, po latach, gdy gniew się w niej wypalił, nie chce śmierci Halinki. Co mi ona da, pyta retorycznie, ani synowi życia nie wróci, ani żadnych rachunków nie wyrówna, może tylko łez od niej przybędzie na świecie.

Reklama

Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się "stwórczego działania Boga" i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej (KKK 2258).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wtedy zezłościło ją to, że synowa nie siedziała w areszcie do sprawy. Powiedzieli, że nie była nigdy karana, ma pod opieką trójkę dzieci i to jest gwarancja, że stawi się na salę sądową. Policjanci byli nieprzyjemni. Prokurator zbywał starą, niewykształconą kobietę jakimiś paragrafami, których nie rozumiała, bo brzmiały jak szyfr. Nikt nie miał dla niej czasu, cierpliwości, życzliwości, by poczekać,
aż przestanie płakać, wysłuchać, pocieszyć. Mówili - niech pani nie histeryzuje, proszę się opanować, nie będę tu z panią siedział do nocy... Siedziała więc na długich, zimnych korytarzach, na niewygodnych krzesłach prokuratury i czekała na zlitowanie. Bo to ona była ofiarą, matką ofiary i babką trzech małych ofiar czyjegoś szaleństwa. Czy tak trudno zrozumieć człowieka zrozpaczonego?
Ale najgorsze przyszło w sądzie. Tam nie mówili o zbrodniarce, która zaszlachtowała własnego męża, tam robili rachunek sumienia Zmarłemu. Podstawieni świadkowie, kłamliwe typy, które za pół litra sprzedają własną matkę, opowiadali najgorsze łgarstwa bez drgnienia powieki. Przysięgali prawdomówność, a jakże. Dobrze, że nie na Pismo Święte, bo paru z nich znała z kościoła.
Mimo tego dość było dowodów, że winna zbrodni siedzi na ławie oskarżonych. Ludzie pocieszali ją na ulicy. Proboszcz nad grobem powiedział takie kazanie, że wszyscy płakali. Nawet Ksiądz płakał. Nie ma się czemu dziwić, znał Ryśka od dziecka. Chrzcił go, przygotowywał do Komunii św., bierzmowania, nawet błogosławił małżeństwo. Widzi pani, jak to jest, mówił potem, porządnych ludzi mordują, a kary dla zbrodniarza nie ma. Jakby wiedział, jakby przeczuwał.
Sąd zażądał opinii biegłego psychologa. Przyszła na salę taka młoda koza w spódniczce mini i orzekła, że podejrzana znajdowała się w stanie częściowej niepoczytalności i nie rozeznawała znaczenia czynu, którego się dopuściła. Janka już dużo w życiu słyszała i widziała, ale żeby zadać człowiekowi trzydzieści ciosów nożem i nie wiedzieć, co się robi?! Wtedy coś w niej pękło. Krzyczała nawet wtedy, jak ją ochrona wywlekała z sali. Przez trzy dni słowa nie mogła wykrztusić. Halina dostała 5 lat. Wyszła po 2 i pół roku za dobre sprawowanie.

A jak katem będziesz...

Piąte przykazanie zakazuje pod grzechem ciężkim zabójstwa bezpośredniego i zamierzonego. Zabójca (...) popełnia grzech, który woła o pomstę do nieba. Dzieciobójstwo, bratobójstwo, zabójstwo rodziców i zabójstwo współmałżonka są szczególnie ciężkimi przestępstwami z powodu naruszenia więzi naturalnych (KKK 2268).

Marek był wtedy młodym prokuratorem. Nie każdy wie, że prokuratorzy też mają swój czarny dzień. Takim dniem, a raczej sprawą jest chwila, gdy muszą żądać od sądu kary śmierci dla oskarżonego. A bywa, że muszą. Teraz jest lżej, bo nowy kodeks zakazuje kary śmierci, ale jego czarny dzień przyszedł w chwili, gdy takie udogodnienia nie wchodziły w grę. Oskarżał o zabójstwo całej rodziny, mord ze szczególnym okrucieństwem, w warunkach recydywy. Jego przełożony nie widział innego wyjścia. A Markowi kołatała w głowie jedna myśl - że jakby na to nie patrzeć, zabije człowieka. Złego, ale jednak. Co się wtedy czuje? Myślał, że jest twardszy, że studiując prawo, godzi się z ewentualnością, że będzie miał kiedyś moc odbierania życia. Tylko że wszystkie te akademickie dyskusje biorą w łeb, gdy człowiek musi głośno powiedzieć: "Wnoszę o najwyższy wymiar kary". Przez cały czas trwania śledztwa trzęsły mu się ręce. Gdy sprawa trafiła do sądu, przestał prawie spać. Ktoś mu wtedy powiedział, że dla takiego psychopaty, jak ten zbrodniarz kara śmierci to za mało, że powinien do końca życia tkwić w obozie pracy karnej i zdychać powoli i w mękach. Pomyślał, że dużo by dał za taką możliwość. Byle tylko pozbyć się tego dziwnego uczucia, że jest kolejnym ogniwem w łańcuchu zła. W łańcuchu zadawania śmierci bliźniemu.
Rozmawiał z tym człowiekiem wiele razy. I widział w jego oczach kpinę. Zwyczajne iskierki rozbawienia, lekceważenia, pogardy. Zabił, bo chciał. Żadnej skruchy.
- Pamiętam, że w którymś momencie zadałem mu pytanie, czy wierzy w Boga, w życie pozagrobowe. Popatrzył tak, jakby nie rozumiał. Powiedziałem, że musi zdać sprawę przed najlepszym Sędzią, że spotka tam swoje ofiary. Roześmiał się i zapytał, czy można zakatrupić ducha. Mówiłem sobie, że to nie jest istota ludzka, bo człowiek coś czuje, ma wyrzuty sumienia, koszmarne sny, jakieś prywatne demony dręczące w bezsenne noce. A ten był człekopodobnym produktem koszmarnego dzieciństwa, alkoholu i nędzy. A ten zabijanie traktował jak rozrywkę. I zrobi to znów, jeśli damy mu szansę na wolność. Powinien wisieć. Prawda? Ja jestem tylko narzędziem sprawiedliwości. Nawet nie sędzią. Po prostu kimś, kto pilnuje, by reszcie społeczeństwa nie stała się krzywda.
Proces był długi i nerwowy. Biegli orzekali sprzecznie, świadkowie odwoływali zeznania, kręcili, bali się mówić. Pamiętał swój jasny młody głos odczytujący z detalami przypuszczalny przebieg zabójstwa. Twarze sądu kamieniały wtedy z każdą chwilą. Z widowni słyszał szloch. Jakiś mężczyzna krzyczał, żeby wydać zbrodniarza w ręce tłumu. Że zrobią z nim porządek. A tamten człowiek z ławy oskarżonych łuskał powoli słonecznik.
Jaki był wyrok? Marek odetchnął z ulgą, gdy usłyszał 25 lat więzienia. Przegrał sprawę. Za plecami czuł nienawiść tłumu żądającego krwi za krew niewinnych.
Może Janka nie ma racji. Nie skończyła żadnych szkół, nie czytała wielu książek, więc pewnie jest głupia. Rozumie, że jak ktoś niechcący odbierze drugiemu człowiekowi życie, można różnie mówić. Ale jeżeli chce się zabić i zabija z zimną krwią, aż do skutku, aż sił zabraknie - to jaka ma być kara. No, jaka? Najwyższa! Jakakolwiek by była. Janka jest już spokojna. Czasem płacze, ale cicho, w kącie. Ale swoje wie. I wie, że Bóg jest po jej stronie. Do Niego należy wyrok ostateczny.
Marek jest spokojny. Nowy kodeks karny nie przewiduje kary śmierci. A Marek od tamtej sprawy nie był jej zwolennikiem. - Nie moją rzeczą jest decydowanie, czy ktoś ma żyć, czy nie, powie na koniec rozmowy. Nie trzeba być wierzącym, żeby myśleć podobnie. Wielu moich kolegów, choć niewierzących, ma podobne zdanie. Z tym, że oni to nazywają humanitaryzmem, ja prawem Bożym.

W Jego ręku - tchnienie życia i dusza każdego człowieka (Hi 12, 10).

2000-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Franciszek Salezy

[ TEMATY ]

media

dziennikarze

św. Stanisław

Edycja Świętego Pawła

Drodzy bracia i siostry, „Dieu est le Dieu du coeur humain » [Bóg jest Bogiem serca ludzkiego] (Traktat o miłości Bożej, 1, XV): w tych pozornie prostych słowach znajdujemy pieczęć duchowości wielkiego nauczyciela, o którym chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć - św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła. Urodzony w 1567 r. w nadgranicznym regionie francuskim był synem Pana z Boisy - starożytnego i szlacheckiego rodu z Sabaudii. Żyjąc na przełomie dwóch wieków - szesnastego i siedemnastego - zgromadził w sobie to, co najlepsze z nauczania i zdobyczy kulturalnych stulecia, które się skończyło, godząc spuściznę humanizmu z właściwym nurtom mistycznym bodźcem ku absolutowi. Otrzymał bardzo dobrą formację; w Paryżu odbył studia wyższe, zgłębiając także teologię, a na Uniwersytecie w Padwie studiował nauki prawne, na życzenie ojca, zakończone świetnym dyplomem „in utroque iure” - z prawa kanonicznego i prawa cywilnego. W swej pogodnej młodości, skupiając się na myśli św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu, doświadczył głębokiego kryzysu, który doprowadził go do postawienia pytań o własne zbawienie wieczne i o przeznaczenie Boże względem siebie, przeżywając jako prawdziwy dramat duchowy podstawowe problemy teologiczne swoich czasów. Modlił się gorąco, ale wątpliwości wstrząsały nim tak mocno, że przez kilka tygodni prawie zupełnie nie mógł jeść ani spać. W szczytowym okresie tych doświadczeń udał się do kościoła dominikanów w Paryżu, otworzył swe serce i tak się modlił: „Cokolwiek się wydarzy, Panie, to Ty trzymasz wszystko w swych rękach, a Twoimi drogami są sprawiedliwość i prawda; cokolwiek postanowiłeś wobec mnie...; Ty, który zawsze jesteś sprawiedliwym sędzią i Ojcem miłosiernym, będę Cię kochał, Panie [...], będę Cię tutaj kochał, mój Boże i będę zawsze pokładał nadzieję w Twoim miłosierdziu i zawsze będę powtarzał Twoją chwałę... Panie Jezu, będziesz zawsze moją nadzieją i moim zbawieniem na ziemi żyjących” (I Proc. Canon., t. I, art. 4). Dwudziestoletni Franciszek znalazł spokój w radykalnej i wyzwalającej rzeczywistości miłości Bożej: kochać Go, nie chcąc nic w zamian i ufać w miłość Bożą; nie chcieć nic ponad to, co uczni Bóg ze mną: kocham Go po prostu, niezależnie od tego, ile mi to da czy nie da. Tak oto znalazł spokój a zagadnienie przeznaczenia [predestynacji] - wokół którego dyskutowano w owym czasie - zostało rozwiązane, gdyż nie szukał już tego, co mógł mieć od Boga; kochał Go po prostu, zdawał się na Jego dobroć. Będzie to tajemnicą jego życia, która pojawi się w jego głównym dziele: Traktacie o Bożej miłości.
CZYTAJ DALEJ

Wkrótce pierwsza beatyfikacja wietnamskiego męczennika XX wieku

2026-01-23 11:24

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Wietnam

en.wikipedia.org

Ks. Franciszek Ksawery Truong Buu Diep

Ks. Franciszek Ksawery Truong Buu Diep

Watykan zatwierdził datę beatyfikacji ks. Franciszka Ksawerego Truong Buu Diepa, wietnamskiego kapłana zabitego w brutalnych okolicznościach po zakończeniu II wojny światowej. Beatyfikacja odbędzie się 2 lipca 2026 r. Ks. Diep ma zostać pierwszym wietnamskim męczennikiem XX wieku oficjalnie wyniesionym do chwały świętości, co stanowi przełomowy moment dla lokalnego Kościoła, w którym pamięć o wojnie, kolonializmie i konfliktach ideologicznych nadal kształtuje życie religijne oraz relacje Kościoła z państwem.

Biskup Peter Le Tan Loi z Can Tho potwierdził, że Stolica Apostolska zatwierdziła przeprowadzenie ceremonii beatyfikacyjnej w Centrum Pielgrzymkowym Tac Say w południowej prowincji Ca Mau, gdzie spoczywają doczesne szczątki ks. Diepa. Hierarcha poinformował dalej, że kard. Luis Antonio Tagle, pro-prefekt watykańskiej Dykasterii ds. Ewangelizacji, będzie przewodniczył beatyfikacji jako specjalny wysłannik papieża Leona XIV. „To szczególny dar od Boga” - powiedział , opisując decyzję jako wezwanie dla katolików, by naśladowali „wierne świadectwo ks. Diepa, jego głęboką miłość do Boga oraz ofiarną służbę bliźnim”.
CZYTAJ DALEJ

Włochy/ Władze Rzymu przedstawiły zasady pobierania opłat za oglądanie Fontanny di Trevi

2026-01-24 07:50

[ TEMATY ]

Rzym

pc dazero/pixabay.com

W związku z wejściem w życie 1 lutego opłaty w wysokości 2 euro za oglądanie rzymskiej Fontanny di Trevi z bliska władze Wiecznego Miasta wyjaśniły, że bilety można będzie kupić na miejscu, płacąc tylko kartą płatniczą oraz na stronie internetowej, w kasach muzeów i punktach informacji turystycznej.

Jak podał portal Roma Today, z analizy danych za zeszły rok wynika, że średnia dzienna liczba osób przybywających do barokowej fontanny wynosi około 30 tys.; w okresie szczytu turystycznego sięga ona 70 tys.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję